Share this...
Facebook
Twitter

Ukraina prowadzi wojnę z Federacją Rosyjską od ponad sześciu lat. Dzieci urodzone na początku tej wojny pójdą w tym roku do szkoły. Od samego początku działań wojennych tysiące wolontariuszy pomagało powstrzymywać natarcie. Część z nich nadal zajmuje się tak ważną sprawą, jaką jest wspieranie ukraińskich żołnierzy. Wolontariusz Igor Jaszczenko z Zaporoża wraz ze zwolennikami założył we wsi Karliwka projekt „TryZub Dental” („tryzub” to po ukraińsku trójząb — przyp. tłum.), który umożliwia dentystom z całego kraju leczenie żołnierzy na linii frontu.

Wieś Karliwka na Słobożańszczyźnie uważana jest za jedno z najbardziej znanych miejsc wojny rosyjsko-ukraińskiej rozpoczętej w 2014 roku. Miejscowość ta położona jest między Donieckiem a Pokrowskiem, na terenie zwanym przez miejscowych „strefą lotniska w Doniecku”. Walki o Karliwkę toczyły się już w pierwszych etapach wojny na Wschodzie — w maju 2014 roku zginęli tam żołnierze z batalionu „Donbas”, a już w lipcu tego samego roku prorosyjskie bojówki opuściły tę miejscowość.

W 2015 roku Ihor Jaszczenko wraz z wolontariuszami postanowił zaoferować żołnierzom na froncie opiekę stomatologiczną. Projekt „TryZub Dental” zgromadził lekarzy, firmy medyczne, producentów przyrządów dentystycznych oraz laboratoria gotowe charytatywnie wesprzeć tę inicjatywę.

Twórca projektu twierdzi, że koncepcja „TryZub Dental” jest bardzo prosta: robią wszystko, żeby żołnierze służący na wojnie nie cierpieli z bólu zębów i mogli bez problemu pełnić swoją służbę na pozycjach obronnych i utrzymywać kontrolę nad granicami. Obecnie wolontariusze posiadają sześć mobilnych gabinetów dentystycznych.

Pośród pacjentów „TryZub Dental” są żołnierze Sił Zbrojnych Ukrainy, którzy stacjonują w promieniu 50 km od linii frontu, żołnierze poborowi z Gwardii Narodowej i nawet miejscowi mieszkańcy. Nie tylko leczą im zęby, a również, jak mówi Ihor, pomagają im się odstresować i socjalizować. Czekając na przyjęcie, pacjenci rozmawiają między sobą, a lekarze-wolontariusze częstują ich sezonowymi smakołykami.

— Tak naprawdę to jesteśmy tu dobrowolnie, tak jak oni. Tyle że oni mają broń, a my szczypce i wiertła.

Ihor. Pomoc żołnierzom

Ihor Jaszczenko pochodzi z Zaporoża. W latach 90. był oficerem Sił Zbrojnych Ukrainy. Uważa, że dzięki doświadczeniu zdobytemu na służbie, dobrze rozumie potrzeby wojskowych. Gdy odszedł z wojska, otworzył w swoim mieście firmę zajmującą się wyposażaniem klinik stomatologicznych. Uważa, że to los przywiódł go do tego, co robi obecnie.

Swoją działalność jako wolontariusz na Donbasie Ihor rozpoczął w 2015 roku, zbierając rzeczy dla żołnierzy. Właśnie wtedy zauważył, że żołnierze zamawiają bardzo dużo tabletek na ból zębów. Zagłębiając się w ten problem, zrozumiał, że nawet jeśli w brygadach wojskowych znajdzie się dentysta, to nie może on leczyć, ponieważ nie ma on ani sprzętu, ani gabinetu. Dlatego też Ihor skupił się na zbiórce leków i wyposażenia medycznego, a nie na kamizelkach kuloodpornych i hełmach.

Rzetelniejszą analizą jakości opieki zdrowotnej na linii frontu Ihor zajął się w 55. brygadzie artyleryjnej „Zaporizka Sicz” w szpitalu wojskowym. Jednakże nie rozwiązało to problemu. Nadmierne obciążenie pracowników służby zdrowia różnymi obowiązkami praktycznie nie pozostawia im czasu na najważniejsze — leczenie.

— Gdyby na wszystkich etapach każdy robił to, co ma robić, to może i nie doszłoby do tego. I nie byłaby potrzebna pomoc ze strony wolontariuszy. A nawet jeśli by była, to nie w takim stopniu.

Żeby zaoferować pomoc dentystyczną większej liczbie żołnierzy w potrzebie, Ihor wraz z zespołem postanowili stworzyć mobilny gabinet stomatologiczny. Wspólnie z wolontariuszami zebrali środki na kupno samochodu i przerobili go tak, żeby można w nim było leczyć zęby w polowych warunkach. Auto nazwano „TryZub”.

Zanim na dobre zatrzymali się w Karliwce, Ihor wraz ze swoim zespołem jeździł do wsi Perwomajśke i Kostiantyniwka, gdzie stacjonowały bataliony wojskowe, siły powietrzno-lądowe i „Cyborgi”. Później wyruszyli pod lotnisko w Doniecku, gdy dowiedzieli się, że żołnierze nie mają tam dostępu do żadnej pomocy dentystycznej. Jednakże wojsko poradziło im znaleźć bezpieczniejsze miejsce. W taki sposób znaleźli się w Karliwce.

— Zadomowiliśmy się tu po trzech latach i założyliśmy gabinet stacjonarny. Równie nieoczekiwanym było to, jak wiele osób, jak wiele naszych świadomych patriotycznych stomatologów garnęło się do pomocy.

Ihor mówi, że w 2020 roku posiadają już 6 gabinetów mobilnych, a dwa inne przygotowali i przekazali wojsku.

Cyborgi
Ukraińscy żołnierze-ochotnicy, którzy bronili terytorium lotniska w Doniecku od 26 maja 2014 do 22 stycznia 2015 podczas wojny na Wschodzie Ukrainy.

Pojechać, żeby leczyć

W Karliwce Ihor wraz z drużyną umieścili swój sztab, który nazwali „Domik”. Ten dwupiętrowy budynek pełni funkcję centrum logistycznego i centrum dowodzenia. Na pierwszym piętrze znajduje się gabinet dentystyczny na dwie osoby, a na drugim — strefa wypoczynku dla lekarzy, składzik i własna stacja radiowa. Twórca projektu mówi, że „Domik” to prototyp pododdziału opieki dentystycznej, którą pragną w przyszłości utworzyć w szeregach Sił Zbrojnych Ukrainy.

Tak jak „Domik” jest siedzibą stacjonarną wolontariuszy, tak „TryZub”, „TryZub-2”, „TryZubczik”, „Krokodył” i „Słon” to pojazdy stanowiące ich mobilne miejsce pracy. Każdy z nich ma inne gabaryty, ale każdy jest wyposażony tak, żeby dentyści mogli leczyć żołnierzy dobrze i szybko.

Odległość od Karliwki do centrum Doniecka wynosi 23 km, a do pozycji wojskowych —15 km. Jednak tam dentyści z „TryZuba” się nie zapuszczają:

— Tam, gdzie toczy się wojna, leczą inni lekarze, nie my. Piszemy to nawet wszędzie: „Zawsze obok, ale o krok do tyłu”.

Ihor wyjaśnia: są tam po to, by oferować pierwszą pomoc dentystyczną, czyli wyleczyć jeden ząb i ochronić inny. Zespół „TryZub Dental” troszczy się o to, żeby w czasie rotacji wojskowym nie przeszkadzały problemy z zębami.

Zespół Ihora ma dwa postulaty w pracy. Pierwszy to nie szkodzić, a drugi to nie zapominać, że są niżej w hierarchii. Co też oznacza, że wolontariusze powinni podporządkowywać się normom i prawom, które obowiązują w danej miejscowości i w danych okolicznościach. Muszą odnajdywać wspólny język z żołnierzami, a nie dyktować im swoje zasady.

Stomatologia na kołach

„TryZub”, od którego to wszystkosię zaczęło, Ihor nazywa stacjonarnym szpitalem polowym, ponieważ można jeździć nim na linię frontu i przyjmować tam pacjentów. „TryZub” stworzono tak, żeby mógł funkcjonować bez połączenia z siecią elektryczną czy kanalizacyjną. Posiada własny 300-litrowy bak z wodą i generator elektryczny. Wewnątrz pojazdu znajduje się także miejsce odpoczynku dla lekarza.

Samochód urządzono jak najprawdziwszy gabinet dentystyczny: jest tam fotel, odpowiednie oświetlenie, a nawet aparat rentgenowski i cyfrowy wizjograf, zdjęcia z którego można obrabiać od razu na komputerze. W „TryZubie” umieszczono również najnowszy model autoklawu — urządzenia do sterylizacji narzędzi. W gabinecie mogą w tym samym czasie pracować dwaj lekarze.

Wszystkie meble i wyposażenie „TryZuba” otrzymano dzięki pomocy mecenasów i wolontariuszy z Ukrainy (Odessy, Zaporoża), a nawet z Danii. Ihor twierdzi, że wspierają ich producenci narzędzi stomatologicznych i oprzyrządowania, więc największe zapotrzebowanie mają na materiały eksploatacyjne i żywność.

— Blok lekarski jest bardzo prosty. Jest powietrzny (moduł, który funkcjonuje dzięki powietrzu), ale są tu dwa główne narzędzia stomatologa. I wszystko to działa. Blok bardzo dobrze reaguje na przejazdy, ponieważ nie ma tam żadnej skomplikowanej elektroniki, którą niby dobrze by było mieć, ale… Niestety, zawodzi nas.

Według Igora jest to samochód z historią, bo lekarze-wolontariusze byli w nim w głównych punktach zapalnych na wschodzie: w miejscowościach Krymske, Szczastia, Awdijiwka, Marjinka, Krasnohoriwka.

Inny mobilny gabinet stomatologiczny — „TryZubczyk” — jest bardziej kompaktowy i mobilny. Jeśli do przygotowania i zakończenia pracy „Tryzuba” potrzeba 1-1.5 h, to dla „Tryzubczyka” wystarczy 15-20 min. Dlatego korzysta się z niego tylko do udzielania doraźnej pomocy stomatologicznej. Później lista pacjentów, którzy potrzebują dalszego leczenia, przekazywana jest do pododdziału medycznego.

— Takim samochodem (jak „Tryzubczyk” — red.) w ciągu dnia, kiedy jest mniej więcej spokojnie, można podjechać bliżej żołnierzy.Pracujemy, robimy jakąś część całej pracy i jedziemy. Mamy doświadczenie korzystania z kilku samochodów: do jednego pododdziału przyjeżdżają, kiedy jest wystarczająco lekarzy, wtedy rozlokowywujemy ich do różnych samochodów. Tak wychodzi najlepiej.

Lekarze i pacjenci

Poza pierwszą pomocą stomatologiczną wolontariusze-stomatolodzy z „TryZub Dental” czasem wstawiają protezy czy implanty lub operują bez wiertła, dzięki nowoczesnym narzędziom duńskiej produkcji. Wykorzystuje się w nich sproszkowany tlenek glinu. Wedle potrzeby dentyści mogą nastawiać szczęki wojskowym. Ihor mówi, że oferują taką pomoc dentystyczną, na którą wystarcza im możliwości. A kiedy leczenie wojskowych wymaga bardziej skomplikowanych zabiegów stomatologicznych, do pomocy regularnie przyjeżdżają koledzy z Narodowej Spółki Stomatologów.

— Implanty, plastyka kości — to już zaawansowana stomatologia. Robimy to właśnie tu. Znów podkreślam: stomatolog-profesjonalista przyjeżdża nie po to, żeby nas czegoś uczyć, chociaż może, mając takie doświadczenie. Podpowiada: „Chłopaki, to nie tak powinno być, usuńcie to”.

Ihor opowiada, że ich sposób pracy jest zbudowany na zaufaniu. Przyjeżdżają do nich zarówno doświadczeni fachowcy, którzy wyrobili sobie renomę w fachu, jak i początkujący, studenci. Wszyscy pracują ramię w ramię od 9 do 22.

— Ktoś dopiero uczy się pracować, a ktoś już leczy.

Według Ihora „TryZub Dental” to już nie tylko projekt, a cały ruch obywatelski, do którego dołączyło ponad 500 stomatologów z całego kraju. Przy wyjątkowo ciężkich przypadkach Ihor prosi o pomoc społeczność lekarską, ponieważ lekarze z Karliwki nie posiadają odpowiednich kwalifikacji.

— Rozumiecie, my nie jesteśmy tu sami, nie jesteśmy pozostawieni na pastwę losu. Mamy taką wielką wspólnotę. Mamy swoje grupy. Dostajemy informację o pacjencie: „Chłopaki, dziewczyny, pomóżcie!”. Jest taka sytuacja, potrzebna jest taka pomoc: co robić teraz, a co robić jutro? Tam są lekarze z kolosalnym doświadczeniem. Zawsze znajdzie się ktoś, kto miał kiedyś styczność z taką sytuacją, kto zna się na tym.

W takich przypadkach niektórzy stomatolodzy mogą za darmo leczyć jednego czy dwóch wojskowych w ciągu miesiąca, a inni robią zniżki. Ihor mówi, że nie ma tu i nie może być żadnego konkretnego protokołu — wszystko musi iść z serca. Dopóki nie ma kompensacji dla fachowców, to wszystko to jest sprawą ich sumienia i własnej moralności.

W samym tylko „Tryzubie” wolontariusze wyleczyli zęby ponad pięciu tysiącom żołnierzy. Ihor mówi, że kiedy ilość pacjentów przekroczyła trzy tysiące, to po prostu przestali liczyć, bo pojawiły się inne samochody. Nie ścigają się o większe liczby, bo nie po to tu przyjechali. Ich hasło przewodnie to „Bohaterom — zęby”, bo uczestnicy projektu są przekonani, że ci, którzy bronią Ukrainy od 2014, zasługują na dobrą opiekę stomatologiczną.

Ihor ma nadzieję, że organizacja i sukcesy projektu przekonają ludzi odpowiedzialnych za wojskowe struktury medyczne, że leczenie zębów na froncie jest bardzo ważne. I że to właśnie ta struktura potrzebuje reform. Ihor objaśnia: mimo że żołnierze przechodzą badanie lekarskie przed służbą, to zębów nikt im nie leczy:

— Przed służbą w wojsku nie przygotowuje się stomatologów-specjalistów, którzy zajęliby się leczeniem. Ci pracują według standardów z lat 70-80. Stomatologia wojskowa to chirurgia. To znaczy, że gdzieś ci coś „przeleci”, zaboli ząb i zabiorą ci go. „I tyle, ogarnij to sam na przepustce. Nie ma zęba, nie ma problemu”. Możliwe, że dla tych, którzy służyli w latach 70-80., kiedy do służby brano 18-letnich chłopców, było to normalne i prawidłowe. Ale teraz są inne wyzwania i nasza armia jest inna.

Wolontariusz wierzy, że w końcu nastanie czas, kiedy ukraińscy lekarze wojskowi będą pracować według aprobowanych standardów NATO.

Od 2017 roku zespół Ihora pomaga nie tylko wojskowym, a również i mieszkańcom okolicznych miast i wsi. Na przykład, zorganizowali przyjazd zespołu stomatologów dziecięcych do trzech szkół regionu, żeby przejrzeli i wyleczyli dzieciom zęby.

Radio wolontariuszy

„TryZub-FM”, czy inaczej „Radio wolnych ludzi” to stacja radiowa, która obecnie rozbrzmiewa i w Doniecku, i w Pokrowsku, tj. w promieniu 35-40 km od Karliwki. A zaczęło się to wszystko od spontanicznego pomysłu. W 2015 roku niedaleko Karliwki stacjonowała 14. brygada, w której jeden z wojskowych stworzył przekaźnik radiowy i puszczał ukraińską muzykę. Nie miał jednak normalnej anteny, więc sygnał był słaby. Ihor opowiada, że szaleni wolontariusze „TryZuba” postanowili, że wesprą ten pomysł i pomogą mu znaleźć lepszą antenę. Jednak kiedy przywieźli ją do Karliwki, to amatora radia już nie było, bo jego brygada przeniosła się gdzie indziej. Wtedy zespół „TryZuba” zdecydował, że założą swoją stację radiową.

— Pierwsze nasze radio było takie analogowe. Działało na niewielką odległość, gdzieś na 20–25 km i słyszało nas jakichś dwóch-trzech żołnierzy.

Aktywista podkreśla, że pomimo braku wsparcia ze strony państwa, nie zamierzają zamknąć projektu. Wcześniej „TryZub-FM” miało dżingiel „Pracujemy bez licencji, bez umowy najmu, na pełnym mrozie”, ale w 2018 radio uzyskało licencję. Ihor twierdzi, że w 2021 licencja może wygasnąć, ale zespół i tak będzie działał, bo kultura łączy:

— Obecnie wszystkie ukraińskie stacje radiowe są tu zagłuszane przez moskali (pejoratywne określenie Rosjan — przyp.red.). Tak samo jest z wieżami telewizyjnymi. Nasze radio ich denerwuje. Cały czas podkradają kody, próbują wleźć w ten system, puścić coś swojego czy wyprowadzić z ładu. Ale jeśli ktoś z nich to widzi, to słyszy: „Nie uda się wam”. Jeśli rozstroicie jeszcze jeden z naszych nadajników, to sprawimy sobie kolejne dziesięć.

Codziennie na „TryZub-FM” mamy po 5 bloków z wiadomościami, które przygotowywane są w Zaporożu. Korespondent wojenny prowadzi program analityczny, a prowadzący — rubrykę „Żyjemy na wojnie” — program na żywo ze znanymi osobami, które przyjeżdżają na Donbas.

Perspektywy na przyszłość

Zgodnie z prawem ukraińskim Ministerstwo Ochrony Zdrowia nie ma podstaw prawnych, żeby nadać licencję na działalność projektowi „TryZub Dental”. Ihor wyjaśnia: takie dokumenty wydawane są placówkom medycznym, a nie lekarzom. Ale zapewnia, że środki, które wolontariusze włożyli w tę dobroczynną sprawę, nie zginą, bo zespół nie może tego wszystkiego tak po prostu porzucić. Projekt jest niezbędny dla ludzi, którzy potrzebują opieki socjalnej i wsparcia psychologicznego: dla dzieci ze Wschodu i, oczywiście, dla weteranów wojny.

Obecnie Ihor widzi trzy warianty rozwoju wydarzeń, które mogą czekać ten projekt w najbliższej przyszłości. Pierwszy, który zauważono już na początku, to przekazanie gabinetów pod kierownictwo wojskowe. Drugi to praca jako struktura mobilnej pomocy stomatologicznej dla wrażliwych grup społecznych. Założyciel bierze pod uwagę również możliwość działalności jako firma outsourcingowa, tj. bezpośrednio omawianie współpracy nad pewnymi projektami z lekarzami. Przykład biorą z USA, gdzie z lekarzami pracuje się według ustaleń dogodnych dla obu stron. Jak będzie po wojnie, Ihor nie wie, ale marzy, żeby usługi stomatologiczne oferowane w Siłach Zbrojnych Ukrainy były na jak najwyższym poziomie.

— Jesteśmy samodzielni, szaleni i jesteśmy tu z własnej woli. Bo kiedy coś jest naprawdę wartościowe, to daje to przykład, że można zmieniać świat dookoła nas.

wspierany przez

Materiał przetłumaczony przy wsparciu Instytutu Ukraińskiego

Nad materiałem pracowali

Autor projektu:

Bohdan Łohwynenko

Autorka:

Anastasia Sałaszna

Redaktorka:

Ania Jabłuczna

Producentka:

Olha Szor

Fotograf:

Pawło Pachomenko

Operator:

Pawło Paszko

Ołeh Sołohub

Reżyser montażu:

Pawło Paszko

Reżyser:

Mykoła Nosok

Redaktor zdjęć:

Kateryna Akwarelna

Transkryptorka:

Myrosława Olijnyk

Tłumacz:

Mateusz Adamkiewicz

Redaktorka tłumaczenia:

Małanka Junko

Korekta:

Bartosz Wojtkuński