Frankiwsk. Drzwi, które trzeba chronić

25 sierpnia 2020
Share this...
Facebook
Twitter

W 2016 roku w Iwano-Frankiwsku powstał ruch społeczny „Frankiwsk który trzeba chronić”, którego celem jest przywrócenie dziedzictwa historycznego miasta. Założyła go działaczka społeczna Marija Kozakewycz. Najpierw ruch wziął pod opiekę drzwi wejściowe do budowli historycznych. W ciągu kilku lat udało się zebrać zespół stolarzy, kowali, witrażystów zajmujących się renowacją oraz aktywistów, którzy podzielają tę ideę. W ciągu dość krótkiego czasu grupa ocaliła ponad 20 drzwi. Byli zmuszeni wyjmować niektóre z nich ze śmietnika i wstawiać na miejsce nowo zamontowanych plastikowych drzwi.

Korzystając z hasztagu “#frankiwskktórytrzebachronić” (ukr. “#франківськякийтребаберегти” — przyp.red) , już trzeci rok z rzędu nieobojętni aktywiści publikują informacje i zdjęcia w mediach społecznościowych o historycznych budowlach Iwano-Frankiwska. W każdy możliwy sposób starają się zwrócić uwagę mieszkańców i gości miasta na problemy dotyczące zmian niegdyś wspaniałych fasad domów, starych okien i drzwi, które dzisiaj, w pogoni za modą, wymieniane są na pancerne lub plastikowe.

Organizacja zajmuje się uchwycaniem estetyki i piękna, na które często nie zwraca się nawet uwagi: sztukaterii, elementów kutych, rzeźb itp. Pokazują również „świat wewnętrzny” miasta, zaglądając na podwórka lub na dawne klatki schodowe, by ludzie zaczęli „budzić się” i zaczęli zwracać uwagę na piękno, które ich otacza. Członkowie organizacji szczególną opieką otoczyli zabytkowe drzwi, które są nie tylko dekoracją każdego domu, lecz stanowią także wartość użytkową dla jego mieszkańców. Aktywiści rozszerzyli swoją działalność poza renowację drzwi: wydali interaktywną kolorowankę dla dzieci, opracowali wycieczki i kontynuują popularyzację uważnego podejścia do historii, architektury i kultury swego miasta.

Share this...
Facebook
Twitter
Share this...
Facebook
Twitter
Share this...
Facebook
Twitter
Share this...
Facebook
Twitter
Share this...
Facebook
Twitter
Share this...
Facebook
Twitter

Współczesny Frankiwsk i historia Stanisławowa

Inicjatorką ruchu jest Marija Kozakewycz, która może długo opowiadać o wynikach dwóch lat ich działalności. Jednak kobieta patrzy na rzeczy realistycznie, zdając sobie sprawę, że nie da się wszystkiego objąć. Dlatego na każde odrestaurowane drzwi mocowana jest mała zgrabna tabliczka z podpisem: „Frankiwsk który trzeba chronić”:

— Nazwa faktycznie wyjaśnia stan rzeczy, który jest w mieście: naprawdę trzeba się tym zająć. To jak konstatacja faktu i to wzywa cię do działania.

Ludzie, których zebrała Maria wraz z mężem Jurijem, pokazują jakie skarby kryją się we Frankiwsku (skrót od Iwano-Frankiwsk — przyp .tłum.), gdzie ich szukać i jak się nimi opiekować.

Share this...
Facebook
Twitter
Share this...
Facebook
Twitter
Share this...
Facebook
Twitter
Share this...
Facebook
Twitter

Sam Iwano-Frankiwsk, stosunkowo młode miasto w Galicji, chroni pamięć o założycielach miasta — o Potockich, o okresie Austro-Węgierskim i czasach ZURL (Zachodnioukraińskiej Republiki Ludowej — przyp.tłum). Każda epoka pozostawiła coś po sobie: elegancko zdobione posiadłości, fundamenty Bastionu, świątynie i domy mieszkalne. Nie oszczędzano tu przy produkcji drzwi i okien z litego drewna, dostęp do którego był możliwy ze względu na małą odległość do Karpat. Rzemieślnicy często łączyli siły, udoskonalając swoje umiejętności, by każda stolarka była wyjątkowa.

Drzwi były produkowane na zamówienia rodzin, domy których budowano w centrum miasta. Podobnie jak wiele galicyjskich miast, ówczesny Stanisławów był bardzo wielokulturowy: mieszkali tu nie tylko Ukraińcy, ale i Polacy, Niemcy, Żydzi i Ormianie. Każda kultura dodawała kolorytu w zdobieniach domów i wnosiła nowe elementy życia codziennego. Po II wojnie światowej wszystko drastycznie się zmieniło. Jeśli wcześniej budynki przechodziły do następnego pokolenia, które dbało o to, co było zbudowane i chronione przez ich rodzinę, to w powojennym okresie w tych budynkach zamieszkali nowi ludzie:

— Po drugiej wojnie światowej, kiedy wiele osób zostało zabitych. Ci sami Żydzi, Ukraińcy, Polacy wyjechali. I skład populacji bardzo się zmienił. We wszystkich tych faktycznie pustych mieszkaniach pojawili się ludzie, którzy absolutnie nie mieli nic wspólnego z miastem. Oni oczywiście zasymilowali się i zostali mieszkańcami Frankiwska, ale nie mają tyle poczucia odpowiedzialności, niestety, nie posiadają go tyle, ile by się chciało.

Oznacza to, że wejścia do kamienic, do których wchodzi się przez mocne rzeźbione drzwi, wewnątrz których są eleganckie spiralne schody, świetliki w suficie i kolorowa majoliką na podłodze, zaczynają umykać uwadze nowych mieszkańców. Każdy zamyka się we własnym mieszkaniu i zajmuje się ogólnymi częściami budynku bez zaangażowania.

Marija i majolika

Marija Kozakewycz jest mieszkanką Iwano-Frankiwska, która od dawna interesuje się historią, ciągle zapoznaje się z twórczością krajoznawców, czyta różne zbiory dotyczące Frankiwska w różnych czasach. Podczas urlopu macierzyńskiego dużo spacerowała po mieście. Zainteresowanie do niego tylko rosło, zaczęła zaglądać do otwartych klatek schodowych, wchodzić na dziedzińce budynków śródmieścia i uważnie przyglądać się szczegółom, które dyskretnie zdobią fasady.

Sama Marija żartuje, że wszystko zaczęło się od tego, co leży pod nogami. Kiedy w domu planowany był remont, kobieta zaczęła szukać kafelków, ale przez długi czas nie mogła znaleźć w Internecie tego czego chciała. Poszukiwania doprowadziły ją do wzorów starej płytki majoliki, która przykuła jej uwagę. Sama płytka jest bardzo dawna, wytrzymuje wiele lat eksploatacji, a pod koniec XIX — na początku XX wieku była często używana do dekoracji budynków zarówno publicznych, jak i prywatnych. Wzory na takich podłogach mogą mieć niesamowitą złożoność, nie ślizgają się na nich podeszwy, a jej niezawodność i trwałość można przetestować dziś w budynkach, w których leży już setki lat. Nic dziwnego, że chciała umieścić taką trwałą płytkę u siebie w domu. Większość źródeł na temat tego materiału podkreśla historyczność tej dekoracji, jego wyjątkowość i znaczenie w zdobieniu starożytnych budowli. Gdy kobieta marzyła o dekorowaniu podłogi we własnym mieszkaniu takimi płytkami, zaczęła zwracać coraz większą uwagę na to, co znajdowało się pod stopami w klatce schodowej, gdzie chodziła na spacery i w wielu miejscach znajdowała właśnie majolikę.

Płytka Majolika
Nazwa pochodzi od niemieckiego miasta Mettlach, gdzie rozpoczęto produkcję tego rodzaju płytek.
Share this...
Facebook
Twitter
Share this...
Facebook
Twitter

— Dużo spacerowaliśmy z dziećmi miastem. Z ciekawości zaglądam na klatki schodowe i z jednej strony byłam tym wszystkim zachwycona, bardzo mi się to podobało. Te wszystkie świetliki, piękne płytki ze wzorami, drzwi, okna. A z innej strony byłam po prostu przerażona tym stanem, w jakim się to wszystko znajdowało.

Kobieta zaczęła fotografować własne stopy, stojąc na pięknych płytkach majoliki i publikowała to w mediach społecznościowych. Chciała pokazać to piękno, które pozostawało pod stopami przez cały czas, przechodziło czasem dwie wojny i na pewno już kilkakrotnie zmieniało właścicieli. Piękno majoliki fascynuje nie tylko swoją estetyką, ale także praktycznością: płytka wykładana przez zawodowych rzemieślników często nie ma żadnych pęknięć, ani nacięć, a zatem z łatwością może wytrzymać jeszcze wiele lat. Jednak na jej tle, klatki schodowe, wejścia do budynku i fasady wyglądają na dość zaniedbane:

— I ten kontrast, tego pięknego, tak, często nazywam takie zdjęcia „piękna i bestia”. Właśnie wtedy, kiedy widać takie bogactwo i taką po prostu ludzką niedbałość i obojętność.

W ten sposób spacery po rodzinnym mieście pokazały Mariji skarby, których wcześniej nie dostrzegała. Kobieta zaczęła na nowo poznawać Frankiwsk: znajdować marmurowe parapety, ozdobione malarzami ściany, sztukaterie na sufitach, kute elementy na schodach, okna, drzwi. Bardzo chciała podzielić się odkryciami, dlatego zaczęła pisać o tym na swojej prywatnej stronie internetowej, opisując swoje znaleziska pod długim hashtagiem #frankiwskktórytrzebachronić, który później skłonił do nowych działań:

— Powstała grupa na Facebooku i pojawiła się tak nazwa — „Frankiwsk który trzeba chronić”. I z czasem zrozumieliśmy, że nie wystarczy o tym pisać, nie wystarczy o tym mówić. Potrzebne jest podjęcie odpowiednich kroków, by osoba mogła przyjść, zobaczyć i poczuć różnice.

Tak rozpoczęto pracę nad pierwszymi drzwiami — na ulicy Kurbasa 5.

Drzwi i odwaga, by je otworzyć

Dziś inicjatywa „Frankiwsk Który Trzeba Chronić” zajmuje się aktywnie renowacją drzwi i fasad wokół nich.

Mariczka (zdrobnienie od Marija — przyp.tłum) wie prawie wszystko o dwudziestu parach odnowionych drzwi: rok produkcji, „diagnozę” przed renowacją, podczas renowacji szczegóły pracy.

— W rzeczywistości każde drzwi są diagnozowane, jak robią to lekarze, gdy rozcina się pacjenta, a my, konserwatorzy, możemy zdiagnozować drzwi, gdy usuwamy z nich farbę. Następnie możemy jasno określić, w jakim są stanie i co musimy zrobić, aby przywrócić im dobry wygląd zewnętrzny.

Drzwi nie są jedynie ozdobą fasady, lecz bardzo praktyczną rzeczą. Właśnie przez drzwi w interakcję wchodzi każdy, kto wchodzi do budynku. Ponadto jest to ochrona, trzymanie ciepła i bardzo praktyczna rzecz dla wszystkich:

— W rzeczywistości drzwi są symboliczne. To jest wejście do budynku, jest to jedna z największych dominant architektonicznych. I każda osoba, która wchodzi do budynku, dotyka właśnie drzwi.

Share this...
Facebook
Twitter
Share this...
Facebook
Twitter
Share this...
Facebook
Twitter
Share this...
Facebook
Twitter
Share this...
Facebook
Twitter
Share this...
Facebook
Twitter
Share this...
Facebook
Twitter
Share this...
Facebook
Twitter
Share this...
Facebook
Twitter

Mariczka uważa, że przykład drzwi najlepiej ilustruje potrzebę uważnego traktowania zabytków. Nie wystarczy po prostu powiedzieć ludziom, że niektóre drzwi są wyjątkowe lub że zastąpienie drewna plastikiem faktycznie utrudnia cyrkulację powietrza w starych budynkach. Chociaż ważne jest to by do nich docierać i mówić, że kiedy w mieszkaniu lub budynku jest jak największa ilość autentycznych elementów, to ma wyższą wartość, niż gdy są tam standardowe, zwykłe rzeczy. Dlatego użyteczną rzeczą jest bezpośrednia zachęta do zachowania różnych elementów. Ponieważ tylko praktyczny przykład ma największy wpływ, gdy widzisz różnice przed i po renowacji, żeby zrozumieć, że jest to coś pozytywnego — uratowanie ich, a nie zastąpienie plastikiem. Mariczka mówi, że to już inspiruje mieszkańców do bardziej uważnego stosunku do wejść budynku i innych jego elementów:

— — Niedawno odnowiliśmy drzwi na ulicy Tarasa Szewczenki, a mieszkańcy zobaczyli i powiedzieli: „Cóż, drzwi wyglądają świetnie, ale teraz klatka schodowa nie pasuje do tego wszystkiego. Może teraz sami ją naprawimy”.

Mariczka założyła organizację publiczną dla bardziej efektywnych działań, zaczęła zbierać przedsiębiorców i fundusze wśród mieszkańców i śmiało zwracać się do instytucji rządowych o pozwolenia i pomoc. Mówi, że nie ma drzwi, przez które ciężko jest wejść, ponieważ zawsze można osiągnąć konsensus:

— Najważniejsze jest to, żeby po prostu się odważyć i być pewnym siebie.

Na początku ludzie często obserwowali tę inicjatywę z nieufnością, ponieważ wcześniej mieli negatywne doświadczenie: ktoś mógł zdjąć drzwi i sprzedać, na przykład za granicą, jeśli znał ich wartość. Ale Mariczka nie bała się komunikować z właścicielami budynków w 2016 roku (na początku ich działalności), a teraz jest już dużo efektów pracy, co przekłada się również na poziom zaufania. Nawet ludzie często do nich piszą i proszą o pomoc w odnawianiu drzwi.

Mariczka od dawna jest postrzegana w mieście jako osoba, która najlepiej zna prace konserwatorskie, choć sama podkreśla, że organizowała tylko dookoła inicjatywy różnych ludzi, których od dawna martwiła kwestia zachowania dziedzictwa historycznego, ale nie mogli samodzielnie zabrać się do pracy:

— Moja misja jest jak klej: po prostu sklejam ich wszystkich razem, inspiruje ich, aby to w końcu jakoś się spełniło, połączyło się, złożyło.

Dzisiaj w głównym zespole, który zajmuje się renowacją drzwi jest około 20 osób. Wśród nich są architekci, historycy, krajoznawcy i rzemieślnicy do każdego rodzaju pracy: kowale, witrażyści, stolarze i rzemieślnicy sztukaterii. Mariczka i jej mąż Jurij, są głównie zaangażowani w pracę organizacyjną, ale podkreślają, że to właśnie nie obojętni, a podobno myślący ludzie, którzy podejmują się renowacji i są profesjonalistami w swojej dziedzinie dają nowe życie drzwiom: Rostysław Chaburśkyj (stolarz), Serhij Połubotko (kowal), Wałerian Fedoriak (witrażysta), Ołeh Senianiw (witrażysta), Taras i Dmytro Pyłyponiuky (rzeźbiarzy) i inni.

— Każde drzwi — są jak konstruktor. I tutaj pracuje kilka różnych specjalistów. Stolarze wykonują tę część stolarską, kowale naprawiają kraty i różne akcesoria i pętle, uchwyty, jakieś wewnętrzne zamki, mechanizmy, zatrzaski…

Dla zespołu ważne jest wykonanie prawdziwej renowacji, ponieważ, kiedy odnawiają obraz czy starą ikonę, to utracone miejsce jest zawsze pomalowane o kilka odcieni jaśniej, by człowiek zrozumiał gdzie naprawdę jest coś starego, autentycznego, a gdzie praca renowacyjna. Obowiązkowo zostawiają swój znak — niewielką tabliczkę z logo inicjatywy, która musi być dopasowana do estetyki.

Dokładnie tak pracują z drzwiami: zgniłe elementy drewna są zastępowane, a utracone fragmenty są odtwarzane za pomocą starych zdjęć lub wymyślane od nowa:

— Nie było żadnych kratek, nie było archiwów, nie wiedzieliśmy wcale jak one (drzwi – red.) początkowo wyglądały i jak mamy je odnowić. Wtedy zaczynamy szukać innych szczegółów wewnątrz domu czy w okolicy, jak można by było wyjść z tej sytuacji. I wymyśliliśmy, zobaczyliśmy, jak zwrócicie uwagę, że tutaj jest takie ogrodzenie z kutego żelaza. Odtworzyliśmy ten kształt, który jest na ogrodzeniu — to również jest stare, autentyczne ogrodzenie — po prostu przenieśliśmy go tutaj, na kratkę z kutego żelaza. W taki sposób, jak to się mówi, wyszliśmy z sytuacji.

Dlatego bardzo ważne jest to, by zwracać uwagę na szczegóły wokół, a nie tylko na same drzwi.

Czas na renowację i inne zasoby

Oczywiste jest to, że proces renowacji starych drzwi zajmuje dużo czasu i wymaga sporo innych zasobów, zwłaszcza, gdy trzeba pracować z mosiężnymi wkładkami czy przywracać szklane elementy z fasetowanymi częściami.

Bolesną kwestią są zawsze finanse:

— Teraz wiele osób po prostu się zgłasza, chcą także naprawić drzwi, ale u nich naprawdę od razu pojawia się kwestia finansów. Mieszkańcy nie mogą tego ogarnąć. Jeśli na renowację jednej pary drzwi jest potrzebne od 40 do 50-60 tysięcy (hrywien – red.), to rozumiemy że trudno zebrać taką sumę.

Dlatego Mariczka zajmuje się poszukiwaniem zasobów. Czasem mieszkańcom budynku udaje się zebrać część kosztów, ale w niewielu przypadkach to wystarcza. Z tego powodu ruch angażuje zainteresowanych przedsiębiorców, uczestniczy w różnych programach grantowych, przypominając o projekcie na różnych szczeblach:

— Nasze jubileuszowe dziesiąte drzwi (to było symboliczne) to pierwsze drzwi, które zostały sfinansowane z budżetu miasta, ponieważ na poprzednie drzwi szukaliśmy innych źródeł finansowania.

Historia poszukiwania możliwości dla renowacji każdych drzwi jest wyjątkowa, podobnie jak komunikacja z mieszkańcami lub właścicielami budynków. Marija z przyjemnością wspomina, jak pani Żenia, jedna z mieszkanek, bardzo chciała dokładnie wiedzieć którego dnia drzwi zostaną zamontowane. Poprosiła nawet o telefon dzień wcześniej, żeby koniecznie ją o tym zajściu poinformować:

— Myślę, dlaczego to jest tak dla niej ważne. I wtedy zrozumiałam. Kiedy drzwi zostały zainstalowane, wyszła do nas z dużym pudełkiem, a w środku był sernik domowy z brzoskwiniami, bardzo smaczny.

Wdzięczność ludzi, a także zwracanie uwagi na już odnowione drzwi jest bardzo ważnym czynnikiem. Mariczka często widzi w mediach społecznościowych zdjęcia mieszkańców Iwano-Frankiwska i gości miasta obok odnowionych drzwi, co oczywiście bardzo motywuje do dalszego działania.

— Największym zadaniem jest, aby sami mieszkańcy miasta po prostu byli bardziej aktywni i zaczęli dbać o swoje dome.

Biblioteka i Wieża Bajkowa

Jeden z projektów, który Marija Kozakewycz i inni uczestnicy inicjatywy realizują we współpracy z biblioteką dziecięcą, jest „Wieża Bajkowa”, budynek biblioteki ma w jednym skrzydle wieże. Gdy na nią patrzysz możesz sobie wyobrazić bajkę z księżniczką i księciem lub z innymi fikcyjnymi postaciami.

W tym budynku zrealizowano już dwa projekty renowacyjne. Pierwszy z nich dotyczył drzwi:

— Zainstalowane zostały plastikowe. Oryginalne nie zostały wyrzucone i w taki sposób je odnowiliśmy, powróciły na swoje miejsce w oryginalnym wyglądzie. Jak dla mnie, jest to bardzo zasadnicze pytanie, ponieważ kiedy dzieci idą do biblioteki, zdobywają wiedzę, to chcę żeby przechodziły przez coś, co jest autentyczne.

Drugi projekt polegał na rekonstrukcji okien wieży, która teraz jest nazywana bajeczną przez uczestników inicjatywy. Wcześniej była zabita sklejką, co oznaczało, że nawet okna nie były widoczne. Ale wszystko się zmieniło, gdy po zakończeniu rekonstrukcji drzwi poprosili dyrektorkę o pozwolenie na wejście na górę. Pierwsze wrażenie było uderzające: było brudno i ciemno, musieli oświetlić drogę telefonem, żeby widzieć po czym stąpają ich nogi. I natknęli się na trzy ramy okienne, drewniane, którymi natychmiast się zajęli: zabrali do warsztatu by je odnowić, a pozostałe okna po prostu zostały wykonane według ich wzoru. Później zaczęli pracować nad witrażami.

— Długo zastanawialiśmy, jak zrobić witraże, ponieważ znowu pojawiło się pytanie z archiwami, których nie ma, a na starych zdjęciach takie małe szczegóły w ogóle wyglądają jak czarne plamy i nie można się domyślić jak to było. Więc zrobiliśmy tak: znaleźliśmy złoty środek, powiedzmy, i niektóre okna i szkło mają kształt rombu, tak jak przypomina ta dachówka wyłożona tymi rombami. Wzięliśmy również kształt rombu dla witraży.

Dziś wieża stojąca obok pomnika Mickiewicza jest bardzo ładnie oświetlana wieczorami, a szkło daje dużo kolorów, co naprawdę wygląda bajecznie.

Jednak Marija nie poprzestała na tym. Biblioteka jest miejscem do którego dzieci powinny przychodzić z ciekawości, dlatego projekt „Wieża Bajkowa” jest nie tylko rekonstrukcją drzwi i okien, lecz odzwierciedla także atmosferę i możliwości placówki. Z tego powodu planowane jest udostępnienie wieży dla zwiedzających, a także zapewnienie bibliotece wygodnego miejsca dla swobodnego czytania, którego tak potrzebują dzieci.

Share this...
Facebook
Twitter
Share this...
Facebook
Twitter

Przestrzeń placu, gdzie znajduje się biblioteka, niezwykle zmienił się w ciągu zaledwie jednego roku. To potwierdza, że pewna bajkowość może stać się rzeczywistością, jeśli społeczność jest aktywnie zaangażowana w tworzenie własnego komfortu:

— To dzięki temu, że kilka inicjatyw zrealizowało tutaj jakieś dobre pomysły. Jedna inicjatywa stworzyła plac zabaw, inna — zainicjowała zamknięcie ulicy dla aut i udostępniła ją dla pieszych. My wzięliśmy się za drzwi. Tu są jedne drzwi, tam są drugie, na rogu odnawiamy trzecie. Faktycznie w ciągu roku bardzo zmieniła się przestrzeń, stała się bardziej komfortowa, że kiedy spacerujesz z dziećmi nie obawiasz się, że gdzieś wyjedzie samochód. Możesz spokojnie usiąść i napić się kawy, a dzieci bawią się obok. Oznacza to, że miasto naprawdę zaczyna nabierać takich komfortowych cech.

Zespół inicjatywy jest przykładem tego, w jaki sposób, jednocząc się we wspólnym celu można osiągnąć wszystko: zdobyć niezbędne dokumenty, znaleźć odpowiednie zasoby i organizować się nie tylko dla dobra ogółu, lecz także dla własnej satysfakcji.

Brama Tyśmienicka

Latem 2018 roku, kiedy we Frankiwsku zakończono rekonstrukcję ulicy Łesi Ukrainki, znaleziono zabytek o znaczeniu historycznym, który zachęcił pół miasta do wspólnej pracy. Są to pozostałości bramy Tyśmienickiej, która była niegdyś Stanisławską twierdzą. Funkcja fortyfikacji odeszła w niepamięć, dlatego fortecę rozebrano, pozostała jedynie część podziemna: ściana z białego kamienia — alabastru, przywieziona z gór Wowczynieckich nieopodal Frankiwska. Faktycznie została ściana, którą działacze chcieli wykopać i doprowadzić do porządku:

— Oczywiście były tam pewne wątpliwości, wahania, ale udało się jednak przekonać jak służby komunalne, tak i władze miasta, że te rzeczy trzeba chronić, że należy tutaj przeprowadzić wykopaliska archeologiczne. Widzimy też, jeśli zwróciliście uwagę na tabliczkę, którą umieszczamy na drzwiach, to w rzeczywistości ta forma i logo inicjatywy przedstawia Stanisławowską twierdzę. Dlaczego ją wybraliśmy? Ponieważ jeśli wcześniej forteca chroniła wszystkich mieszkańców, to teraz miasto i zabytki potrzebują ochrony.

Sama wieża jest bardzo interesująca: w niektórych miejscach wątek (sposób ułożenia cegieł — przyp. red.) jest pionowy, w niektórych poziomy, a w jeszcze innych częściach układany z dawnej cegły palcówki. Było dużo pracy, jednak, kiedy główna część została wykopana, to zostały “kosmetyczne” prace, które trzeba wykonać za pomocą pędzli. Wtedy już zaprosili ludzi, którzy chcieli dołączyć do wykopalisk. A taka praktyczna archeologia w centrum rodzinnego miasta jest bardzo fascynująca:

— W tym miejscu znalazłam malutką monetę, która nazywa się “pinokio” i było tam 166…, jakiś rok tam był, dalej nie dało się rozczytać. Znaleźliśmy także kieł dzika, czyli można się domyślić, że wojacy kiedyś siedzieli w fortecy, upiekli sobie dzika i stąd ten kieł..

Cegła palcówka
Produkowana ręcznie w XV-XVII wieku, dlatego jej powierzchnia zawsze zawiera kilka śladów pozostałych po palcach mistrza.

Znaleziono również odłamki płytek, naczynia, różne monety i kości zwierząt, a takie poszukiwania niesamowicie łączą ludzi i aktualizują historię:

— Oprócz naszej inicjatywy, dołączyli się jeszcze archeolodzy, krajoznawcy ze wspólnoty “Moje Miasto”. Dołączyły się także służby komunalne, które pomagały, ze sprzętem, ponieważ były potrzebne koparki, perforatory. Przyjeżdżali i pomagali z tym wszystkim, trzeba było wywozić ziemię. Dołączyli się nawet zwykli ludzie, którzy przychodzili i przynosili kawę z rogalikami.

Inicjatywa społeczna zainteresowała różnych aktywistów, którzy zjednoczyli się i przez półtora miesiąca prowadzili wykopaliska, a potem złożyli raport archeologiczny i opracowali ideę muzealizacji znaleziska. Plany przewidują pokrycie ściany szklaną kopułą i zrobienie z niej przestrzeni publicznej. To pozwoli na korzystanie z tego miejsca przez społeczność lokalną: ze stoiskami informacyjnymi i możliwością odwiedzania tego miejsca z dziećmi i przyjaciółmi.

Inicjatywa „Frankiwsk, który trzeba chronić” nie ogranicza się tylko do renowacji drzwi, wyszukiwania informacji w archiwach czy rozpowszechniania informacji o historycznym znaczeniu dziedzictwa miasta, ale pokazuje również jak ważny jest każdy element procesu realizowanego przez zespół:

— Moim zdaniem jednym z sukcesów inicjatywy „Frankiwsk, który trzeba chronić” jest to, że opowiadamy i pokazujemy każdy krok. Czyli każdy etap, od usunięcia drzwi, od komunikacji z mieszkańcami, każdy etap renowacji — tutaj usunęliśmy farbę, zrobiliśmy nową klamkę, jeszcze jakieś dodatkowe rzeczy, a następnie instalujemy. Ludzie śledzą to wszystko, oni zawsze są na bieżąco, mogą coś podpowiedzieć, doradzać, dołączyć, pomóc.

Jeśli chodzi o cele i plany, to Marija i jej zespół po prostu nie mają granic, ponieważ jest coś, co inspiruje do odważnego działania i zachęca do pozornie desperackich działań, ale łączy cały wielki zespół. To właśnie jest miłość do rodzinnego miasta:

— Największym naszym celem jest zarazić wszystkich tą miłością!

Nad materiałem pracowali

Autor projektu:

Bohdan Łohwynenko

Autorka:

Sofia Anżeluk

Redaktorka:

Kateryna Łehka

Producentka:

Olha Szor

Fotografka:

Chrystyna Kułakowska

Operator:

Pawło Paszko

Maks Zawalla

Reżyser montażu:

Roman Łypak

Reżyserka montażu:

Ola Czernyk

Reżyser:

Mykoła Nosok

Redaktor zdjęć:

Julia Koczetowa-Nabożniak

Transkryptorka:

Anna Łukasewycz

Tłumaczka:

Uliana Fedak

Redaktorka tłumaczenia:

Małanka Junko

Korektor:

Bartosz Wojtkuński

Śledź ekspedycję