Pół wieku na latarni morskiej

Przyazowie
Zawody
Żegluga
8 June 2017 13:03
925

Obserwowanie na horyzoncie okrętów, wchodzących do portu – to zwykła sprawa dla każdego mieszkańca Berdiańska. Gigantyczne żurawie, przypominające żyrafy, rozładowują i ponownie napełniają pojemne ładownie statków. Berdiański port morski obsługuje w ciągu roku tysiące statków, przyjmuje i rozładowuje ponad 4 miliony ton ładunków.

Statkom byłoby nadzwyczajnie trudno trafić do punktu końcowego bez pomocy latarni. W Morzu Azowskim łatwo można trafić na mieliznę, dotyczy to szczególnie dużych okrętów. Berdiańska mierzeja z powodu swojego kształtu jest najbardziej niebezpieczna na całym Przyazowiu. Wystaje trójkątem: zwęża się na południu o połowę i znów rozszerza się na południowym zachodzie. Nie da się jej obejść bez pomocy latarni, które wskazują statkom szlaki obejścia, ratując je przed zatonięciem. Latarnik nakierowuje sygnał. Wykonuje swoją pracę w każdą pogodę, najważniejsze bowiem to być na stanowisku w czasie sztormu, burzy czy śniegu.

 

5 / 58Dzisiaj w Ukrainie działa 58 latarni, pięć z nich znajdują się na Morzu Azowskim.

Latarnia nie działa bez kontroli latarnika, a to od jej precyzji zależy życie marynarzy. Przynajmniej tak było kiedyś… Na wybrzeżu Czarnomorskim niektóre latarnie są zautomatyzowane, ich praca jest sterowana na odległość.

W Berdiańsku działają dwie latarnie: Górna i Dolna. Górna Latarnia stoi na podwyższeniu w mieście. Została wybudowana, aby wskazywać drogę do portu statkom, które weszły do Zatoki Berdiańskiej. Szlak do Zatoki wskazuje Dolna Latarnia. Stoi na skraju Zatoki, z dala od ludzi, gdzie ląd łączy się z Morzem Azowskim.

„Latarnie są morskimi świątyniami, należą do wszystkich, są nietykalne, jak przedstawicielstwa państw”, – te słowa Konstantina Paustowskiego kiedyś zdobiły wejście na terytorium Dolnej Latarni w Berdiańsku.

180 latW 2018 roku latarnia będzie miała 180 lat. To jeden z najstarszych tego typu obiektów na Przyazowiu.

Historia latarni rozpoczęła się w dalekim 1838 r., kiedy na rozkaz księcia Woroncowa zbudowano w tym miejscu 23-metrową kamienną konstrukcję. Wieża została pomalowana na biały kolor i ozdobiona pomarańczową linią, aby była z daleka widoczna na morzu. Do oświetlenia wtedy wykorzystywano naftę, którą 30 lat później zamieniono na żarówki elektryczne. W Ukrainie to druga latarnia (po odesskiej), gdzie pojawiło się zasilanie elektryczne.

Jakiw Fedirko. Latarnik

Zwykli turyści, a tym bardziej obcokrajowcy, będą mieli problem z dostaniem się na latarnię w Ukrainie, gdyż jest uważana za zamknięty obiekt państwowy. Mimo ograniczonego dostępu i szybko rozwijającej się automatyzacji procesów, na latarniach pracują ludzie. Kim są?

Od ponad pół wieku pracy Dolnej Berdiańskiej Latarni dogląda Jakiw Fedirko. Jest najstarszym wśród pracujących ukraińskich latarników.

Wcześniej Jakiw dwa razy dziennie pewnym krokiem pokonywał 99 ołowianych schodów, aby statki zawsze miały jaskrawe światło.

Teraz jest mu trudno wspinać się na taką wysokość. Robi to jego młody pomocnik. Jakiw Fedirko mieszka w budynku koło latarni. Zna terytorium dookoła, jak własną dłoń. W ciągu lat pracy na latarni rzadko wyjeżdżał z Berdiańska. Mówi, że nie miał takiej potrzeby – przecież i tutaj czuje się dobrze.

Nie spieszy się coś opowiadać, dzielić się wspomnieniami. Chociaż przyniósł nam cały stos starych zdjęć i wycinków z prasy, w których pisano o latarni. Rzuca się w oczy, że jest pasjonatem swojej pracy. Ale ciężko jest wydostać z niego nawet kilka słów… Ma się wrażenie, że z powodu lat rozmyślań na latarni stracił poczucie czasu.

Tuż po wojnie ojciec Jakowa Jefym Fedirko dostał od kierownika propozycję objęcia stanowiska starszego technika na Dolnej Latarni w Berdiańsku. W październiku 1945 r. wraz z rodziną przeprowadził się z Mariupola do Berdiańska. Wtedy Jakiw był jeszcze małym dzieckiem. Wspomina:

— Ojciec służył na statkach służby hydrograficznej. Kiedy skończył służbę i powrócił do Mariupola, kierownik zaproponował mu pracę na latarni. Przyjechał, obejrzał – spodobało mu się. I tak przeprowadziliśmy się tutaj.

Od momentu, kiedy Jakiw Fedirko po raz pierwszy trafił na Dolną latarnię, minęło już ponad 70 lat. Czyli dla niego ta praca jest sprawą całego życia. Jeszcze jako szesnastoletni chłopiec pomagał ojcu. Później studiował w wojskowej szkole morskiej na Katedrze Hydrografii, miał praktyki na różnych latarniach. Przez pięć lat pracował na Krymie, na latarni w Kyz-Aule, a jednak powrócił do domu, do swojej Dolnej latarni w Berdiańsku.

W 1971 r. rozpocząłem wachtę, objąłem dowodzenie latarnią, i tak dowodzę po dziś dzień. Wtedy kierownik, Andrij Hawryłowycz Chołodyrem, poszedł na emeryturę, przyszedłem go zmienić. Wróciłem do domu.

Opiekujemy się bezpieczeństwem żeglugi na naszym odcinku: Mariupol-Berdiańsk, Berdiańsk-Kercz. We wszystkich zatokach stoją znaki lub latarnie. I w Biłosarajce, i na całym Morzu Azowskim. Wcześniej urząd (Urząd Hydrograficzny – red.) znajdował się w Kerczu, teraz, po aneksji, jesteśmy podporządkowani Mikołajowowi.

Wiele statków wchodzi do Berdiańska, szczególnie latem, z początkiem sezonu żniw, kiedy zboże jest ładowane.

Teraz, według Jakowa, praca nie jest taka trudna, wszystko przecież zostało zautomatyzowane. Latarnia sama włącza się i wyłącza o odpowiedniej porze. Oprócz świetlnego, latarnia wysyła także sygnał radiowy:

— Wcześniej nastawiało się urządzenie, trzeba był nastawić fokus, żeby dokładnie świeciło. Jeżeli będzie powyżej lub poniżej fokusu soczewki, promień nie pójdzie po horyzoncie. Teraz to już wszystko samo się reguluje. Z zachodem słońca sygnał świetlny włącza się, ze wschodem – wyłącza się. W 2005 r. zainstalowano tutaj nowoczesną optykę. Przedtem w tablicach sprawdzaliśmy czas zachodu i wschodu słońca, wszystkiego sami pilnowaliśmy.

— Wcześniej trzeba było na pół godziny przed włączeniem latarni podnieść zasłonki. Potem rano wyłączasz latarnię i idziesz opuścić zasłonki, bo sprzęt psuł się na słońcu. I jeszcze szkła sztormowe wycieraliśmy. Teraz też wycieramy, ale już nie trzeba podnosić zasłon: nowa optyka nie boi się światła. Na godzinę przed włączeniem latarni idzie tam wachtowy i wszystko sprawdza: czy potrzebne są jakieś prace naprawcze. Na sprzątanie przychodzi dyżurny. Do naszych obowiązków wchodzi także sprzątanie, malowanie i obsługa sprzętu.

Jakiw z nostalgią wspomina czasy, kiedy praca była ciekawsza, chociaż trudniejsza. Pokazuje swoje zdjęcia z zebrania kierowników w Kerczu. Kiedyś często miał gości. W swoim prywatnym archiwum ma artykuły i zdjęcia berdiańskich i odesskich korespondentów. Tylko na tych zdjęciach można zobaczyć stary sprzęt.

20160830_1050

W czasie wojny latarnia przeżyła prawdziwe kataklizmy: została prawie całkowicie zniszczona. Jakiw pokazuje foto wieży po rekonstrukcji w 1957 r.:

— Kiedy Niemcy wycofywali się, próbowali zniszczyć całą budowlę, ale coś im nie wyszło – wyburzyli tylko kopułę wieży. W 1957 r. została odrestaurowana. Techniczne pomieszczenie także odnowiono. Wstawiono tutaj niemiecki sprzęt sygnału dźwiękowego. Kiedy widoczność zniżała się do 60 km, włączano sygnalizację dźwiękową, żeby statki po dźwięku mogły wyznaczyć odległość do latarni. Tak było do 1981 r., później wstawiono radionamiernik, takie „cygaro” amerykańskie.

Teraz światło latarni jest widoczne na odległość piętnastu mil morskich. Do morzą nadawane są sygnały z wieży latarnianej: jaskrawe światło przez cztery i pół sekundy, potem trzysekundowa pauza.

Z Jakowem pracują jeszcze trzy osoby. Wcześniej ekipa składała się z 12. Z powodu wprowadzenia nowoczesnych technologii praca latarnika stopniowo zanika. Coraz więcej statków jest wyposażonych w najnowsze nawigatory GPS, marynarze orientują się po danych z satelity. Większość latarni działa autonomicznie, wysyłają sygnały radiowe do małych radionamierników na otwartym morzu.

Latarnie wychodzą z eksploatacji, stają się zabytkami historii i architektury. Coraz częściej pełnią funkcje dekoracyjne lub po prostu ulegają stopniowej rujnacji. Ale ludzki czynnik pozostaje decydujący na latarni. Chociaż wszystkie skomplikowane i niebezpieczne roboty zostały zautomatyzowane, człowiek nada pilnuje poprawności jej pracy oraz porządku w obiekcie. Oczywiście, latarnik już nie musi w mróz i burzę wspinać się na wieżę, by naprawić pracę lampy. Wystarczy raz na tydzień sprawdzić działanie sprzętu.

Sapiąc, Jakiw pokonuje schody na latarnię, krok po kroku. Jest dumny z jednego starego zdjęcia, na którym jeszcze jako młody człowiek demonstruje korespondentom pracę latarnianej optyki. Chcemy powrócić do przeszłości i zrobić takie same zdjęcie – z dzisiejszym Jakowem.

Opiekunowie latarni – rodzinna sprawa

W rodzinie Jakowa Fedirki wiele osób pracowało na latarni:

— Mój brat tutaj pracował, córka i żona. Prawie dynastia…

Ojciec Jakowa, jak i sam Jakiw, pracował tu nawet po przejściu na emeryturę. Młodsza córka Tetiana, chociaż nie mieszka na latarni, pracuje na stanowisku technika razem z ojcem. Teraz to ona wspina się na latarnianą wieżę zamiast ojca, kontynuując jego misję. Co weekend razem z wnukami przyjeżdża w odwiedziny do ojca. To prawdziwa rodzinna sprawa, z miłością przekazywana z pokolenia na pokolenie:

— Nigdy nie zmieniłbym tej pracy na jakąkolwiek inną. Tutaj zawsze słychać szum morza, można delektować się wschodem i zachodem słońca, obserwować sztorm i fale. Trzeba dobrze nasłuchiwać. Rano z latarni można zobaczyć delfiny. Nawet do głowy by mi nie przyszło, by stąd gdzieś wyjechać.

 

W całym świecie latarnie są coraz częściej przerabiane na mini-hotele i restauracje z możliwością wejścia na górę, lecz w Ukrainie te obiekty zachowują status państwowych. Zawód latarnika nadal tu istnieje. I nadal mamy możliwość odwiedzenia takich osób, jak Jakiw, którzy od pół wieku bez przerwy nasłuchuje głosu morza i póki co nie zamierza opuścić swojego posterunku.

Nad materiałem pracowaliAutor:Hanna OstroverkhaAutor:Bogdan LogvynenkoRedaktor:Evgenia GrynOperator:Dmytro OkhrimenkoMontaż:Mykola NosokFotograf:Dmytro BartoshFotograf:Serhiy KorovaynyTłumaczenie:Iaroslava Kravchenko

8 June 2017 13:03