Share this...
Facebook
Twitter

Nadija Korolowa urodziła się we wsi Iwankiwci na Podolu. Kiedy zaczął się Wielki Głód (Hołodomor) miała 10 lat. Ta część Ukrainy była jedną z pierwszych, gdzie zaczęły się bunty przeciwko kolektywizacji i zamknięciu cerkwi. Masowa kolektywizacja zaczęła się w roku 1929. Oburzeni działaniami reżimu mieszkańcy ukraińskich wsi wyganiali przedstawicieli władz i aktywistów, brali pod kontrolę centralne miasta rejonowe. W roku 1932 sprzeciw wsi był tak aktywny, że władze radzieckie wysłały tam wojsko. Walki trwały po kilka dni.

Hołodomor w latach 1932-1933 był sposobem na ostateczne stłumienie powstań na wsi i umocnienie władzy radzieckiej. Hołodomor jako działania reżimu radzieckiego, mające na celu zniszczenie narodu ukraińskiego, bez żadnych wątpliwości może być kwalifikowany jako „ludobójstwo”. 17 państw uznało Hołodomor za ludobójstwo, kolejne 9 przyznało, że jest to zbrodnia przeciwko ludzkości, a ONZ nazywa Hołodomor tragedią narodu ukraińskiego. W 2008 roku Zgromadzenie Parlamentarne Rady Europy uznało Hołodomor za zbrodnię reżimu radzieckiego przeciwko własnemu narodowi i zbrodnią przeciwko ludzkości.

Zdjęcie ślubne rodziny Korolowych z 1952 roku

Rodzina Nadii. Kolektywizacja i rozkułaczanie

Rodzina Nadii była zamożna. Jej rodzice zajmowali się rolnictwem i byli bardzo pracowici, dlatego dorobili się pokaźnego majątku: mieli dziesięć akrów ziemi z ogrodem i działką, sanie, wóz, krowę, konie i owce. Wszystko to stracili, kiedy zaczęła się kolektywizacja.

— Kiedy przyszli sowieci, wszystko pozabierali. Wzięli wszystko ze skrzyni: wszystkie ubrania, prześcieradła, poduszki. Wszystko, co było w domu. Tak wyglądała kolektywizacja.

Pierwsze kołchozy w Związku Radzieckim pojawiły się w latach 1917-1920, ale masowy proces likwidacji prywatnych gospodarstw i tworzenia kołchozów rozpoczął się dopiero w 1929 roku. Reżim sowiecki pragnął zrobić z ludności wiejskiej, która stanowiła 85% populacji Ukraińskiej SRR, siłę roboczą oraz kontrolować jej życie i narzucić bolszewizm.

Chłopi musieli oddawać swoje majątki, bydło, sprzęt roboczy i dobytek do kołchozów. Kiedy wstępować do kołchozów można było jeszcze dobrowolnie, zgłosiło się do nich mniej niż 10% ludności wiejskiej. Do kołchozów szli tylko ci najbiedniejsi, a zdecydowana większość wolała prowadzić swoje prywatne gospodarstwa.

W roku 1929 zaczęła się kolektywizacja ogólnokrajowa mająca na celu doprowadzenie do wstąpienia wszystkich mieszkańców wsi do kołchozów. Stalin prowadził politykę zawłaszczenia majątku bogatych chłopów, by uczynić go własnością państwa.Tych, którzy nie chcieli zgłaszać się do kołchozów, nazywano kułakami i nakładano na nich wysokie podatki w naturze albo od razu poddawano rozkułaczeniu. Była to jedna z form represji wobec ludności wiejskiej i ludzi o aktywnej pozycji obywatelskiej. Termin „kułak” zyskał znaczenie polityczne, a nie ekonomiczne. Tak przede wszystkim nazywali tych, którzy nie chcieli współpracować z władzą radziecką. W latach 1928 -1931 ofiarami rozkułaczania było 1.5 miliona ludzi, a większość z nich została wysłana w odległe rejony ZSRR, m.in na Syberię.

Syberia
Na Syberii istniały obozy pracy. Wysyłano tam ludzi w zimnych wagonach towarowych bez jedzenia i wody — w każdym wagonie przebywało po czterdzieści osób, a droga trwała kilka tygodni. Po przybyciu do obozów czekała na nich ciężka praca w nieludzkich warunkach.

Zagrożenie w postaci rozkułaczenia lub aresztu zmuszało ludzi do wstępowania do kołchozów i zaakceptowania warunków dyktowanych przez władze radzieckie. Nadia mówi, że jej rodzina, choć nie poszła do kołchozu, wciąż musiała zapłacić podatek.

— Ojciec w całości spłacił podatek nałożony na niego: mięso, jajka i tyle. Skąd to wziąć? Nie mieliśmy skąd. Zabrano krowę. Mieliśmy jałówkę, która miała zostać krową. Zabrano ją na mięso. Zabrano ojca, bo nie było już co zabierać.

By uniknąć więzienia ojciec Nadii musiał podpisać papiery, które zobowiązały go do zapłacenia jeszcze jednego podatku. Podpisał je, ale już nie miał z czego zapłacić. W związku z tym razem z kilkoma innymi mężczyznami musiał uciekać do Ługańska i pracować tam w kopalniach. Wiele osób tak robiło w tamtych czasach.

Hołodomor

Nadia, jej matka, cztery siostry i brat zostali bez żywiciela rodziny rok przed Hołodomorem. Zimą 1932 roku ludziom zaczęto odbierać ziarno i żywność, tłumacząc to wymogiem wykonania obowiązkowej dostawy zbóż, która właśnie w tym roku była znacznie wyższa w porównaniu do poprzedniego. Kołchozy nie radziły sobie z realizacją planu i dlatego władze radzieckie odbierały zapasy chłopom.

Obowiązkowa dostawa zbóż
Jest to forma obowiązkowych dostaw produktów rolnych pobieranych przez państwo od chłopów, zgodnie z którą musieli oni dostarczać państwu określoną ilość ziarna. To był jeden ze sposobów kontroli pracy i życia mieszkańców wsi.

Rada wiejska wyznaczała specjalne brygady ludzi, zwykle z tej samej wioski, które zajmowały się konfiskowaniem żywności. Niektórzy wykonywali tę pracę dobrowolnie, ale w większości było to przymusowe: jeśli ktoś nie chciał wstępować do brygady, mógł zostać poddany represjom. Nadia wspomina, że mieszkańcy jej wsi nie okazywali żadnej empatii podczas przeszukiwań.

Brygada aktywistów
Specjalne brygady złożone z aktywistów lokalnych, członków kołchozów i Komsomołu, które w czasie Wielkiego Głodu przeprowadzały rajdy w gospodarstwach domowych, aby plan skupu zboża został wykonany. Konfiskacji zboża, żywności i bydła od chłopów często towarzyszyło bicie, poniżanie i niszczenie mienia.

Zabrali wszystko, nawet pszenicę z garnka wysypywali. Mieli takie patyki żelazne, ostre, z którymi chodzili wokół chaty i tak nimi dźgali — szukali, czy nie zakopaliśmy pszenicy, chleba.

Nadia wspomina, że ​​w przeciwieństwie do chłopów naczelnik kołchozu zawsze miał co jeść — była to głównie żywność skonfiskowana. Naczelnik przejmował się tym, aby wykonać obowiązkową dostawę zbóż, w przeciwnym wypadku mógł stracić pracę i pełny brzuch.

Nie wszyscy mieszkańcy wsi byli chętni do pójścia do kołchozu. Nadia mówi, że był to prawie jedyny sposób na przeżycie, co w rzeczywistości nie pozostawiało chłopom wyboru. Jej starsza siostra wstąpiła do kołchozu w rodzinnej wiosce, a następnie przeniosła się do większej, która powstała w Hniwani (wieś około 20 km od miejscowości Iwankiwci — red.).

Zarabiała dwie szklanki prosa dziennie. Część jedzenia oddawała rodzinie: kilka szklanek pszenicy, bochenek chleba i inne rzeczy. Ojciec Nadii też czasami wysyłał paczki z Ługańska.

Rodzinie odebrano bydło podczas rozkułaczania, dlatego w czasach Hołodomoru jedli tylko to, co mogli wyhodować sami lub co znaleźli na działkach. Siali konopie i buraki, które rozcierali z kaszą jaglaną i gotowali z tego zupę.

Share this...
Facebook
Twitter
Share this...
Facebook
Twitter

Wiosną zbierali też zeszłoroczne zmarznięte ziemniaki, które pozostawały w ziemi. Skórkę obierali, a samego ziemniaka suszyli, rozcierali i piekli podpłomyki. W kołchozach znajdowały się również kopce — sterty plonów, przykryte słomą i ziemią, służące do przechowywania różnych produktów. Ludzie rozkopywali kopce z ziemniakami, obierali i przecierali je na mąkę. Z tej mąki piekli naleśniki, które „były dobre, bo były posolone”.

Żaren rodzina Nadii nie miała. Wszystko, co trzeba było zmielić, ścierali w makutrze — glinianej misie. Natomiast niektórym z sąsiadów udało się zachować żarna. Dziś jest to jeden z materialnych dowodów na ludobójstwo, ponieważ reżim radziecki zabierał żarna i je niszczył, by Ukraińcy nie mieli możliwości mielenia ziarna.

Nadia wspomina, że ​​w pobliskiej wiosce kobieta zbierała kłosy i została skazana na pięć lat więzienia na podstawie dekretu „O ochronie majątku przedsiębiorstw państwowych, kołchozów i spółdzielni oraz wzmocnieniu własności publicznej (socjalistycznej)”, popularnie zwanego wśród ludzi „dekretem o pięciu kłosach”. W jej rodzinnej wiosce nikt nie wychodził na pole — bali się.

— Władze radzieckie odeszły. Żeby ślad po nich zaginął! A my przeżyliśmy [Hołodomor]. Dziwi mnie to, że przetrwaliśmy: pięcioro dzieci, mama była szósta, a i jeszcze dziecko karmione piersią. Mama sama nie miała co jeść, a dziecko karmiła.

Od głodu umarła siostra Nadii. Pozostałym członkom rodziny udało się przeżyć.
— Kiedy umarła nasza dziewczynka, ojciec pisał: „Co się dzieje w domu? Śniło mi się, że mój mały palec został odcięty?”. A my mu mówimy: „Tania nie żyje”. Był to już 1933 rok. Zrobiliśmy malutką trumnę i pochowaliśmy to dziecko.

Po Hołodomorze

Po Hołodomorze ojciec Nadii wrócił z Ługańska na wieś i w końcu poszedł pracować do kołchozu, żeby uniknąć więzienia. Pracował z innymi mężczyznami przy wołach, jak wspomina Nadia.

— Robili wszystko. Gdy szli rano, woły były już nakarmione, z wozu przyniesiono chleb, przyniesiono snopy, a słomę zaniesiono do szopy. Pracowali w kołchozie tak, jakby to było ich własne gospodarstwo.

W tym samym czasie rozpoczęto aktywne przesiedlanie Rosjan do miast Donbasu w celu dalszego rozwoju przemysłu w regionie. Pracowników do kopalni szukali w całej Ukrainie, a Nadii, żeby nie trafiła tam do pracy, siostra poradziła zapisanie się do komsomołu we wsi Hniwań.

Komsomoł
Komunistyczna organizacja młodzieży w ZSRR. Nazwa jest akronimem od Komunistycznego Związku Młodzieży. Reżim aktywnie angażował komsomolców do realizowania masowych kampanii państwowych.

Nadia w wieku 24 lat.

Napisałam wniosek o przyjęcie do komsomołu, bo inaczej mogliby mnie wysłać na Donbas, a członków komsomołu nie zabierali. Przyjęli mnie wtedy, kiedy akurat zakładali ten kołchoz i trzeba było zorganizować pięćsetną łankę (łanka — jednostka w kołchozie; do każdej łanki była przypisana konkretna grupa osób, która dostawała działkę na cały okres żniw — przyp. tłum.). Kogo postawić na czele? Zróbmy Nadię łankową (łankowy/łankowa — kierownik łanki — przyp. tłum.).

Nadia wspomina, że im wspólnie z dziewczynami, które pracowały pod jej kierownictwem w łance, udało się wyhodować 500 kwintali buraków na hektarze. Miała wtedy piętnaście lat, a od czasu Hołodomoru minęło dopiero kilka lat.

Po Hołodomorze na wsi ludzie żyli biednie, każdy radził sobie, jak mógł. Czasami mieszkańcy wioski nadużywali wzajemnego zaufania, by zdobyć produkty lub towary, które chcieli. Pewnego dnia, gdy siostra Nadii stała w kolejce po tkaninę przed sklepem, który został otwarty w Hniwani, spotkała kobietę ze swojej wioski.

— Przyszła i mówi do mojej siostry: „Ksenia, twój ojciec zmarł!” Siostra usłyszawszy to, zostawia kolejkę i tamta staje na jej miejsce. Siostra biegnie. Spotyka mężczyznę z naszej wsi w Hniwani, a ten jej mówi: „Nie, nieprawda, bo spotkałem go, on poszedł zaprzęgać woły, a ja — powiedział — pojechałem do Hniwani”.

Później siostra Nadii próbowała znaleźć swoje poduszki, które im zabrano podczas rozkułaczania. Wszyscy wiedzieli, że aktywiści albo brali sobie całą skonfiskowaną odzież i inny majątek, albo odsprzedawali sobie nawzajem, ponieważ chłopi nie mieli pieniędzy. Poduszki, które były wtedy sprzedane po dwa, trzy lub pięć rubli, znalazła siostra Nadii, ale nie wyglądały już tak jak kiedyś.

Likwidacja cerkwi

W nowym radzieckim systemie ideologicznym nie było miejsca dla religii. Od 1925 do 1929 roku pod presją reżimu, wysokich podatków, rozkułaczenia i aresztów ponad dwa tysiące księży zrzuciło sutanny. W 1929 roku w cerkwiach zaczęto demontować dzwony, mówiąc, że robione jest to na potrzeby industrializacji.

Drewnianą cerkiew w Iwankiwciach, w której dziadek Nadji był starostą, zamknięto jeszcze przed Hołodomorem, a po — rozebrano ją całkowicie.

Cerkiew wiejska, 1933 rok. Zdjęcie z archiwum Oksiuty Mykoły Borysowycza. Autor nieznany.

— Mówią, że jeden tam nawet ikony deptał i jeszcze zabrał z cerkwi podłogę, wyłożył ją sobie w domu. I jak ją wyłożył, to ona mu od razu zgniła. Resztę zabrali i wyłożyli w sklepie. To co myślicie? Ta podłoga, którą sami zrobili została, a ta zrobiona z cerkiewnych desek spłonęła.

Drugi plan pięcioletni w Związku Radzieckim został ogłoszony „pięciolatką zniszczenia religii”. Wtedy cerkwie były zamykane, ale też niszczone. Często pomieszczenia cerkwi przekształcano w magazyny. Nadia wspomina, że na miejscu zniszczonej cerkwi wybudowano szkołę.

Po tym jak cerkiew została rozebrana, mieszkańcy wioski odprawiali nabożeństwa w chacie księdza, a on sam został zmuszony do opuszczenia wsi pod naciskiem reżimu sowieckiego. Jednak pomimo zakazów ludzie we wsi nadal obchodzili Boże Narodzenie i Wielkanoc.

Hołodomor jako ludobójstwo narodu ukraińskiego zniszczył losy Ukraińców. Wielu ludzi próbowało walczyć z radzieckim terrorem. Niektórzy nie wytrzymali, nie mogli się przeciwstawiać, nie przeżyli. Pamięć o tych strasznych latach zachowali do dziś ich bezpośredni świadkowie. Dzielą się wspomnieniami z Ukraińcami i całym światem, by ludzie nie zapominali o tych wydarzeniach.

— Bardzo mi żal. Opowiadałam swojej rodzinie, a zięć powiedział: „Zastrzeliłbym ich”. Mówię: „Nic byś nie zrobił, bo prędzej sam byś został zastrzelony przez nich”. Nikt nie mógł nic powiedzieć, nikt. Tylko się temu przyglądaliśmy.

wspierany przez

Materiał zrealizowano w ramach projektu "Hołodomor: mozaika historii" wspólnie z Muzeum Narodowym Hołodomoru-Ludobójstwa przy wsparciu Ukraińskiej Fundacji Kultury.

Nad materiałem pracowali

Autorka:

Wałeria Didenko

Redaktorka:

Jewhenia Sapożnykowa

Kateryna Łehka

Korekta:

Olha Szczerbak

Producentka:

Karyna Piluhina

Tetiana Krawczuk

Operator:

Mychajło Szełest

Ołeh Sołohub

Fotograf:

Mychajło Szełest

Wałentyn Kuzan

Reżyserka montażu:

Anna Worobjowa

Reżyser:

Mykoła Nosok

Redaktor zdjęć:

Kateryna Akwarelna

Transkryptorka:

Sofia Baźko

Ola Stulij

Jełyzaweta Wowczenko

Przeprowadząca wywiad:

Olha Wyhodowaneć

Projektant graficzny:

Serhij Rodionow

Projektant graficzny:

Ludmyła Kuczer

Ekspertka:

Julia Kocur

Łarysa Artemenko

Ekspert:

Mychajło Kostiw

Tłumaczka:

Julia Iwanoczko

Redaktorka:

Małanka Junko

Korekta:

Mateusz Adamkiewicz

Korekta:

Olha Szczerbak

Koordynator tłumaczenia:

Jurij Ganuszczak

Menadżerka treści:

Julia Bezpeczna

Ukrainer wspierają

Zostań partnerem

Śledź ekspedycję