Share this...
Facebook
Twitter

Na Słobożańszczyźnie, we wsi Hryszkiwka, w której obecnie pozostały jedynie opuszczone chaty oraz kilku mieszkańców, osiedliła się i zaczęła prowadzić gospodarstwo rodzina Buriakiwskich. Pośrodku pustki zbudowali dom oraz cieplarnię, posadzili drzewa i warzywa, rozpoczęli hodowlę zwierząt gospodarskich, założyli pasiekę i wykopali staw. Wszystko dzięki ciężkiej pracy, eksperymentalnego podejścia do prowadzenia gospodarstwa oraz pomocy wolontariuszy.

Początek tej historii zaczyna się w roku 2010, kiedy to Dmytro i Iryna Buriakiwscy zdecydowali się wyprowadzić z miasta oraz kupili kilka rowerów, by odkrywać okolice Charkowa w poszukiwaniu działek na sprzedaż. Przedtem ich zajęcia nie różniły się od tego, co robią inni. Iryna miała swój biznes handlowy, z kolei jej mąż odpowiadał za projekty związane z uruchamianiem produkcji przemysłowej. Dmytro podszedł to tych zmian, jak to się mówi, filozoficznie:

— Żyć trochę swobodniej — taki mieliśmy pomysł. Wolność — to pojęcie względne. Uwalniamy się od czegoś, a od czegoś się uzależniamy. Wybraliśmy więc inną zależność. Wcześniej zależeliśmy od czynników społecznych, politycznych, a teraz obchodzi nas głównie pogoda, słońce, aktywność, pada czy nie, czy żyzna jest gleba.

Dmytro miał szczęście, że odnalazł swoje wymarzone miejsce na ziemi. Tamtego dnia, Irynę akurat zmorzył upał i mnóstwo pracy, a Dmytro wrócił z kolejnej podróży i powiedział: „znalazłem”. Dopiero po miesiącu pokazał żonie swoje znalezisko. Kobieta wspomina tamten moment z wielką radością:

— Trafiliśmy na tamto miejsce, gdzie teraz stoi budynek. Siedzieliśmy na tej górce, słońce paliło łeb, był początek października — babie lato. I było tak przyjemnie,że trudno opisać. Zdecydowałam, że сhcę tu żyć.

Wśród kryteriów idealnej działki znalazły się bliskość lasu, czysta woda, przydatne dla rolnictwa gleby oraz pełna izolacja. Jednak decydującym czynnikiem stały się przede wszystkim wrażenia z pobytu w tej miejscowości. Tutaj Buriakiwscy stworzyli odrębny system, w którym wszystko działa zgodnie z ich zasadami. Nową działalność nazywają „grą”, a miejsce porównują do placu zabaw:

— Według prawa, każdy może wziąć sobie plac zabaw, czyli 2 hektary działki gospodarstwa domowego. I dosłownie robić tam tylko co się chce.

I dlatego rodzina chętnie skorzystała ze swoich praw. W ten sposób uzyskali nowe możliwości, a oprócz tego ich obecność ożywiła wieś, która już niezbyt ją przypominała. Jednak, według Dmytra, ludzie osiedlali się tutaj już od dawna – kurhany Scytów, pochodzą sprzed pół tysiąca lat przed naszą erą.

Sadyba

W 2011 roku przystąpili do projektu nowego gospodarstwa. Przede wszystkim należało zbudować dom. W ciągu półtora miesiąca zbudowali tymczasowy dom i jednocześnie stworzyli nowoczesną jak dla Ukrainy technologię budownictwa. Tak więc do momentu stworzenia głównego budynku byli już “uzbrojeni we wszystkie błędy, czyli w wiedzę”. Za materiał do naturalnego mieszkania posłużyło 3 500 worków z ziemią. Irański architekt Nader Chalili opracował tę technologię na zamówienie dla najuboższych warstw społecznych (zwłaszcza uchodźców). Podstawowymi cechami takiego mieszkania są: dostępność, ekologiczność oraz dobra odporność na różne warunki pogodowe. Według projektu ściany budynków są okrągłe, wykorzystano również proste formy architektoniczne: łuki, sklepienia, banie. Budownictwo zabiera stosunkowo nie dużo czasu, natomiast okres eksploatacji pomieszczenia może wynosić setki lat.

Buriakiwscy dostosowali technologię do własnych potrzeb. Postawili sobie twarde warunki, mówiąc, że to działa według zasady „palenia mostów”. Mówią, że budownictwo mogłoby zająć 10-15 lat, gdyby rodzina miałaby gdzie zimować. Natomiast nowe mieszkanie udało się zbudować w ciągu dwóch i pół sezonu.

Dzięki swoim okrągłym formom oraz dopasowaniu do krajobrazu domek, który przypomina raczej norkę hobbita ze świata Tolkiena niż zwykły dom. Dmytro objaśnia:

— Mamy dostęp do wody — tam jest ręczna pompa, gorąca woda jest, gdy zapali się w piecu, kanalizacja szczerze mówiąc, właściwie, wszystkie niezbędne warunki. Nie korzystamy z klimatyzacji, bo utrzymuje się stała temperatura zarówno zimą, jak i latem. Jednak w przypadku wyjątkowo chłodnej pogody, posiadamy taką niezwykłą rzecz, którą nazywamy „piec — rakieta” z miejscem do spania. Da się go nagrzać. Ściany, podłogi, sufit mamy zrobione z ziemi, meble oczywiście też. Dlaczego? Bo jesteśmy rolnikami.

Sadyba Buriakiwskich jest energetycznie samowystarczalna, na podwórku stoi wiatrak oraz panele, które zaspokajają wszystkie potrzeby rodziny.

Na skraju działki znajduje się brzozowy lasek, który rośnie naturalnie bez żadnej ingerencji ludzi. Znakiem, który wskazuje na to, że do kogokolwiek należy jest niewielka pasieka, którą od czasu do czasu odwiedzają gospodarze, aby „zabrać to co swoje”. W pobliżu znajduje się też niewielki stawek. Dmytro opowiada:

— Woda to woda, gdy ją macie, to wydaje się, że i życie jest. Oprócz poczucia estetyki (tutaj rosną lilie wodne), troszkę zmienia się klimat — robi się bardziej stabilny, mniej przymrozków, większa wilgotność, to dla roślin idealne warunki.

W stawie żyje do dziesięciu gatunków ryb, włącznie z drapieżnikami, aby biosystem się uregulował. Zdarza się amur biały do 3 kg masy. Wszystko to żyje dzięki specjalnemu wiatraczkowi, który wzbogaca wodę tlenem, — podobnych używają w supermarketach.

Ogródek, cieplarnia i zwierzęta

Ogródek to prawdziwa duma Dmytra. Ten skrawek ziemi otrzymali w stanie całkowicie nieprzydatnym do uprawy warzyw. W wąwozie była poważna erozja, obszar żyznej gleby był bardzo mały. Po tym, jak koparka ukształtowała tarasy, użyźnianie gleby wymagało pracy i cierpliwość. Z czasem Buriakiwscy nauczyli się dobierać takie rośliny, dla których istniejące warunki będą do przyjęcia. Obecnie produkują zbyt dużo warzyw, które oferują chętnym. Rozwój technologii informacyjnych pozwala zorganizować, komunikację, a synowie, którzy jeżdżą na treningi do Charkowa, pomagają z dostawą.

Dmytro zwraca uwagę na jeszcze jedną ważna kwestię

— Jeśli żyjecie samowystarczalnie, nie ma sensu finansować producentów wszelkich preparatów chemicznych, aby zatruć kogoś w swoim otoczeniu, i jednocześnie siebie. Jak zostanie mi parę plonów, to zostanie. W następnym roku zobaczę, jak to zrobić (lepiej – red.). Dlatego nasze gospodarstwo jest organiczne. Również przy hodowli zwierząt wykorzystujemy niewiele preparatów weterynaryjnych, oprócz tych na pasożyty.

Kury Buriakiwskich prowadzą dość samodzielne życie — wysiadują oraz wychowują potomstwo, żywią się, chowają się od niepogody, bronią się przed drapieżnikami bez ludzkiej pomocy — w warunkach naturalnych. W taki sposób ich utrzymanie wynosi prawie zero. Kurami zaczynają się opiekować na etapie kiedy produkują jajka.

Kozy w gospodarstwie Buriakiwskich zajmują wyjątkowe miejsce. Dają one mleko (wzbogacone dzięki rozszerzonej diecie i całorocznemu systemowi wypasania), biohumus (który uzupełnia ubogie grunty, gdzie hoduje się robaki, które potem zjadają kury), a dodatkowo — przypominają o dbanie o dobrą fizyczną formę. Dmytro wyjaśnia:

— ПPaść — to spędzenie 2-4 godzin w ciągu dnia na spacerze po świeżym powietrzu, ktoś jest obciążony, bo kozy są ciągle w ruchu i biegają, szukają lepszych miejsc. Jedna pobiegła i reszta za nią, i tak dalej. O tak i hasasz z nimi po lesie. One wychowują dzieci. Dlaczego? Bo dzieci pomagają z tym wszystkim, rozumieją, jak działa ten proces, odpowiedzialność. Do tego wszystkiego i pasterz i administrator — to tak naprawdę jedna i ta sama funkcja. Po prostu stado może się składać zarówno z kóz, jak i ludzi. Ale stado jest stadem, działa według tych samych zasad.

Na podwórzu tego gospodarstwa ekologicznego można znaleźć jeszcze jedną innowacyjną budowlę — szklarnie walipini. Taki typ szklarni był stworzony kilka dekad temu dla chłodnej górskiej miejscowości w RPA. Daje ona możliwość uprawiania roślin przez cały rok. Wyjątkową cechą konstrukcji jest jej umieszczenie w zagłębieniu pod ziemią. Burakowscy swoją walipini zmodyfikowali tak, aby zimą, mogły tam rosnąć nie tylko rośliny, ale również mogły schronić się zwierzęta:

— My tutaj żyjemy sezonowo — w lecie, jak wszystko w przyrodzie, rozpierzchamy się po terenie. Jak drzewo, powiedzmy, ono w lecie wypuszcza dużo liści, zajmuje większą część przestrzeni, a na zimę wszystko kurczy się i koncentruje. Tak jak i my — w lecie na letnich polach, na ogrodach tam, w lasach, na pastwiskach, a zimą wszyscy zbieramy się w domu. I dla zwierząt też istnieje takie miejsce.

Pomocni ludzie

Pierwszego roku Buriakiwscy zebrali wokół swojego projektu blisko 70 wolontariuszy, którzy pomagali w urządzaniu gospodarstwa. Przyjeżdżali z różnych krajów, niektórzy nawet po 3-4 razy. Dzielili się doświadczeniem w zakresie budownictwa czy organicznego rolnictwa, otrzymywali praktyczne nawyki. Praca nie była opłacana, ale nikt się za to nie obrażał. Buriakiwscy znaleźli wielu nowych przyjaciół, którzy potem przyjeżdżali do nich w gości.

Na pytania o zwolenników, uśmiechają się. Mówią, że przeprowadzają eksperymenty społeczne, które przyciągałyby zainteresowanych, jednak poważnych rezultatów póki co, nie ma. Trzeba brać na siebie wiele odpowiedzialności, żeby utrzymać takie gospodarstwo:

—Znaleźć wszystko, umieć wszystko, nikt cię nie pyta, czy umiesz to, czy chcesz czy nie chcesz. Bierzesz i robisz. Jakiekolwiek zadanie. Teraz tworzysz grunt, potem na nim coś uprawiasz, potem łatasz elektrykę, potem pomagasz kozie rodzić, potem sam się leczysz od jakieś choroby, czyli wszystkie dziedziny. Bądź zdrowy, rób to sam. Takich ludzi jest niewiele. A chciałoby się, żeby było więcej.

Buriakiwscy marzą o takich sąsiadach, którzy byliby aktywni, z którymi można byłoby stworzyć wspólnotę, wyręczać się nawzajem. O perspektywie wiejskiego życia Dmytro mówi kategorycznie:

— Kiedy ktoś chce przyjechać na wieś i znaleźć tam pracę — to ślepy zaułek. Tutaj pracę tworzysz sam i sam ją wykonujesz. Szczerze mówiąc, to dobre miejsce aby być z samym sobą. Jeżeli to nie twój klimat, to lepiej poszukać szczęścia w innym miejscu. Nasze A nasze — jest tutaj. My jesteśmy Buriakiwscy, sami rozumiecie. Buriakiwscy będą żyć, w jakiś krzakach w ogrodzie.

Nad materiałem pracowali

Autor projektu:

Bohdan Łohwynenko

Autorka:

Maryna Sarażyn

Redaktorka:

Kateryna Łehka

Producentka:

Olha Szor

Fotograf:

Serhij Swerdielow

Operator:

Ołeh Sołohub

Operator,

Reżyser montażu:

Pawło Paszko

Redaktor zdjęć:

Julia Koczetowa-Nabożniak

Transkryptorka:

Hajana Mrktczan

Tłumaczka:

Justyna Błaszczak

Diana Gebre

Redaktorka tłumaczenia:

Małanka Junko

Korektor:

Bartosz Wojtkuński

Koordynator tłumaczenia:

Jurij Ganuszczak

Menadżerka treści:

Julia Bezpeczna

Śledź ekspedycję