Dlaczego wszyscy Rosjanie powinni ponosić odpowiedzialność za wojnę w Ukrainie

Share this...
Facebook
Twitter

Społeczność światowa zdecydowanie potępia rozpoczętą przez Rosję wojnę przeciw Ukrainie oraz popełnione przez okupantów na ziemi ukraińskiej zbrodnie przeciwko ludzkości. Reakcją na takie działania Federacji Rosyjskiej są sankcje gospodarcze, a stosunek do Rosjan na całym świecie znacznie się pogorszył.

Wielu obywateli państwa-agresora narzeka na rusofobię i mówi, że Putin to przecież nie cała Rosja, więc dlaczego za szaleństwo jednej osoby mieliby być karani wszyscy. Podobne poglądy wyrażają niektórzy światowi przywódcy polityczni, dziennikarze i przedstawiciele kultury. Atak na Ukrainę jest jednak skutkiem ideologii i polityki, którą Rosjanie wspierają i finansują od ponad 20 lat. W związku z tym wszyscy obywatele Federacji Rosyjskiej muszą ponieść odpowiedzialność za politykę swojego rządu.

Siła napędowa wojskowej machiny

Osoby, które uważają, że agresja wobec Ukrainy jest wojną Putina, ignorują fakt, że inwazja na pełną skalę to potężne przedsięwzięcie, wymagające znacznych przygotowań oraz zaangażowania ogromnej liczby osób: żołnierzy, pracowników wojskowych, logistyków, propagandystów, podatników. Wszyscy ci ludzie realizują lub finansują plany Putina od 2014 roku (kiedy rozpoczęła się wojna rosyjsko-ukraińska na wschodzie Ukrainy i rosyjska okupacja Krymu), więc wojna w Ukrainie jest także ich wojną.

Tortury, gwałty, masowe egzekucje i inne okrucieństwa wobec Ukraińców stały się twarzą wojny na pełną skalę. Zbrodni przeciwko ludzkości na terytorium Ukrainy nie popełnia jednak osobiście Putin, ale około 200 tysięcy żołnierzy rosyjskich. To oni, nie Putin, ostrzeliwują pokojowe miasta, pilotują samoloty oraz zrzucają bomby na domy, szkoły, szpitale i teatry, w których ukrywają się dzieci. Nawet po otrzymaniu zbrodniczego rozkazu każdy żołnierz może go wykonać lub nie. Według zasad norymberskich sformułowanych po II wojnie światowej wykonywanie poleceń kierownictwa, jeśli doprowadziło do zbrodni wojennych, nie jest akceptowalnym usprawiedliwieniem.

Share this...
Facebook
Twitter
Share this...
Facebook
Twitter

To nie Putin gwałci kobiety, ostrzeliwuje z czołgów samochody cywilne, porywa burmistrzów czy nawet dzieci, a potem szantażuje rodziców, plądruje domy i wysyła łupy rodzinie. To także nie Putin organizuje przymusowe deportacje Ukraińców na tereny okupowane lub do Rosji.

Okrutnych tortur i znęcania się nad niewinnymi ludźmi w Buczy, o czym na początku kwietnia dowiedział się cały świat, dopuścił się nie sam urzędujący prezydent, ale rosyjscy żołnierze. Bucza to tylko jedna wyzwolona miejscowość i nie wiadomo, ilu jeszcze Ukraińców torturowano w okupowanych przez Rosję miastach i wsiach, z którymi nie ma teraz kontaktu i w których nie przebywają niezależni dziennikarze. Jednak to, czy za okrucieństwem kryje się własna inicjatywa i chęć wykazania się lub ślepe wykonywanie rozkazów, nie ma znaczenia, ponieważ ostateczna decyzja i tak należy do żołnierzy, którzy wybierają zabijanie i torturowanie.

Działania wojska to bezpośrednia konsekwencja wychowania oraz wpływów społecznych, a z tego wynika, że już niejedno pokolenie Rosjan wyznaje fałszywe wartości. Potwierdzają to liczne rozmowy telefoniczne okupantów z ich rodzinami, przechwytywane i zamieszczane w Internecie przez Służbę Bezpieczeństwa Ukrainy. W nagraniach słyszymy, jak rodzice i żony nie potępiają żołnierzy, gdy ci opowiadają o swoich okrucieństwach, ale zachęcają ich do grabieży, a nawet gwałtu.

Oprócz wojska, które jest bezpośrednio zaangażowane w działania wojenne na terytorium Ukrainy, są też osoby obsługujące kompleks wojskowo-przemysłowy. A to setki tysięcy jednostek sprzętu wojskowego, którym codziennie zabija się Ukraińców. Są to również bomby fosforowe i termobaryczne, których użycie w cywilizowanym świecie jest zabronione lub dozwolone tylko pod określonymi warunkami. Amunicja fosforowa jest zakazana na mocy protokołów dodatkowych do Konwencji Genewskiej, którą podpisała również Rosja. Jednak 24 marca 2022 roku państwo-agresor użyło takiej broni przeciwko Ukraińcom w miejscowości Rubiżne na Słobożańszczyźnie. Zgodnie z Konwencją o zakazie lub ograniczeniu użycia pewnych broni konwencjonalnych, także podpisaną i ratyfikowaną przez Rosję, broń termobaryczna może być używana tylko wtedy, gdy nie zagraża ludności cywilnej. Rosja złamała ten zakaz, zrzucając bomby termobaryczne w ciągu pierwszych dwóch tygodni wojny.

W 2020 roku w kompleksie wojskowo-przemysłowym Federacji Rosyjskiej pracowało ponad 2,5 miliona Rosjan – i mowa tu o samej produkcji, a nie o całym kompleksie logistycznym potrzebnym do obsługi armii. Tylko w ciągu ostatnich 30 lat Rosja rozpętała serię agresywnych wojen na terytoriach niepodległych państw, więc argument, że sprzęt wojskowy i amunicja zostały wyprodukowane wyłącznie w celach obrony lub na eksport, nie wytrzymuje krytyki. Od 8 lat, w czasie trwania wojny Rosji przeciwko Ukrainie, pracownicy rosyjskiego kompleksu wojskowo-przemysłowego wzmacniają machinę militarną agresora, a wiedząc, gdzie jest wykorzystywany sprzęt wojskowy, w milczeniu popierają kłamstwo Kremla o tym, że „w Donbasie nie ma rosyjskich wojsk”.

Również w 2020 roku budżet rosyjskiego sektora wojskowego przekroczył 60 miliardów dolarów. Kwota ta w 60 procentach składa się z podatków obywateli Rosji, więc to w dużej mierze oni umożliwiają kontynuowanie wojny w Ukrainie.

Nie „strach, żeby potępić”, ale poparcie

Poszukiwacze „dobrych Rosjan” mogą twierdzić, że obywatele rosyjscy nie mają realnego wpływu na władze w kraju, a ze względu na przyjętą 4 marca 2022 roku ustawę o odpowiedzialności karnej za tzw. fałszywe informacje (co w rzeczywistości dotyczy wszystkich informacji niezgodnych z oficjalnym stanowiskiem władz) po prostu boją się wypowiadać przeciwko wojnie. Nie jest to jednak pierwszy rok, w którym rosyjskie władze prowadzą agresywną politykę zagraniczną i używają siły, żeby narzucić własne interesy innym – a ludność popiera takie działania Kremla.

Wyniki serii niezależnych sondaży społecznych przeprowadzonych w Rosji w marcu 2022 roku pokazują, że od 70 do 83 procent ludności Rosji popiera inwazję na Ukrainę. Oznacza to, że ludzie nie protestują przeciwko wojnie nie dlatego, że są więźniami reżimu. Według sondaży CNN 50 procent popiera użycie siły militarnej przeciwko Ukrainie w celu uniemożliwienia jej wejścia do NATO. Nawet jeśli przypuścić, że Rosjanie boją się uczciwie wypowiadać w sondażach, swoimi czynami, w taki czy inny sposób, wspierają agresywną politykę imperialną rządu. Wyraźnym tego przykładem jest nieskrywana radość Rosjan z okupacji Krymu: według wielu sondaży od 86 do 95 procent poparło tamte działania Kremla, a wyrażanie wobec nich sprzeciwu nie było przecież zabronione. Od 2014 roku około 48 milionów obywateli Rosji przyjechało na Krym w celach turystycznych, co świadczy o tym, że ponad jedna trzecia ludności kraju nie widzi nic zdrożnego w okupacji terytorium suwerennego państwa.

Share this...
Facebook
Twitter
Share this...
Facebook
Twitter

Nawet będący w mniejszości Rosjanie, którzy mówią o swojej apolityczności lub zamieszczają hasła „nie dla wojny” w mediach społecznościowych, niekoniecznie uznają zbrodniczy charakter działań rosyjskiego wojska. Jedni uważają, że wina leży po obu stronach, inni są przekonani, że Ukraina musi się poddać i zrezygnować z prawa do wyboru własnej polityki zagranicznej, aby pozwolić na jak najszybsze zakończenie wojny.

Aryeh Neiera, amerykański działacz na rzecz praw człowieka i współzałożyciela Human Rights Watch, zauważa, że Putin nie zawsze miał w Rosji tak dużą władzę. Rosjanie mieli natomiast 22 lata na to, aby rozpoznać tyranię i ją powstrzymać, jednak tego nie zrobili. Obecny prezydent Rosji otrzymał względnie demokratyczne państwo, którego mieszkańcy mogli korzystać z mechanizmów realnego wpływu na władzę. Jeszcze przed swoją pierwszą kadencją prezydencką Putin stał na czele rosyjskiego rządu i bezpośrednio angażował się w planowanie oraz realizację szeregu „operacji wojskowych”, w tym krwawej drugiej wojny czeczeńskiej. Brutalność Putina nie przeraziła Rosjan. Wręcz przeciwnie, jak wyjaśnia amerykański historyk, dostrzegli oni w Putinie „silną rękę”, a właśnie takiego przywódcę większość społeczeństwa widziała w roli głowy państwa.

Za swoich rządów Putin zainicjował szereg konfliktów w państwach sąsiednich i wojnę na pełną skalę z Gruzją, a presja gospodarczo-polityczna była i pozostaje podstawowym instrumentem polityki zagranicznej Kremla. Putin bez wahania korzystał również z czysto propagandowych metod oddziaływania na inne państwa, stosując politykę miękkiej siły w sferze kulturowej, religijnej, za pośrednictwem mediów i pod pretekstem ochrony praw rosyjskiej wspólnoty narodowej. Wszystko to popierają zwykli Rosjanie, jak wyjaśnia Aleksander Niewzorow, znany rosyjski dziennikarz i były deputowany do Dumy Państwowej, ponieważ „przez prawie półtora wieku państwo to miało obsesję na punkcie różnych imperialnych idei, nieustanną manię wielkości i przemocy”.

Bierni twórcy reżimu autorytarnego

Rosjanom często współczuje się ze względu na to, że żyją oni w autorytarnym reżimie, w którym nie bierze się pod uwagę praw człowieka, a wszystkie media są kontrolowane przez władze. Jednak od 22 lat Rosjanie obserwowali też, jak reżim powstaje za cenę krwi ich rodaków i nie byli w stanie lub nie chcieli stawiać oporu terrorowi.

W czasie swoich rządów Putin intensywnie skupiał władzę we własnych rękach i przekształcał organy władzy w narzędzia do ślepego wykonania jego woli. W 2002 roku Duma uchwaliła ustawę o „przeciwdziałaniu działaniom ekstremistycznym” – swoistą podstawę prawną do represjonowania przeciwników reżimu Putina. Następnie tworzono i rozwijano lojalne wobec władz, „patriotyczne” organizacje młodzieżowe, które z kolei urządzały naloty na organizacje lewicowe, obrońców praw człowieka i na dziennikarzy, neutralizując w ten sposób najbardziej proaktywną grupę w kraju. W wyniku terroru opór ucichł, a wszyscy dysydenci zostali uwięzieni lub otwarcie wyeliminowani. Zdecydowana większość Rosjan przymykała oczy na te zbrodnie, co doprowadziło do sytuacji, w której 20 lat później ludność rosyjska znajduje się w państwie autorytarnym, bez wolności słowa i prawa do decydowania o przyszłości swojego kraju.

Niektórzy zaznaczają, że przez lata narzucano Rosjanom bardzo konsekwentną propagandę i że poparcie dla urzędującego prezydenta oraz bierność w obliczu jawnych represji są wynikiem tej agitacji. Rzeczywiście, Rosja wydaje na propagandę znaczne środki. W 2020 roku była ona tworzona i szerzona przez około 500 tysięcy dziennikarzy – właśnie taką liczbę podał przewodniczący Związku Dziennikarzy Rosji, Władimir Sołowjow. Budżet mediów państwowych w tym roku wyniósł 1,3 miliarda dolarów, co obejmuje wpływy z podatków obywateli Rosji.

Share this...
Facebook
Twitter
Share this...
Facebook
Twitter

Według Fredericka Kagana, eksperta w dziedzinie historii Rosji i Związku Radzieckiego, od pierwszego dnia prezydentury Putin kreował mit, zgodnie z którym Rosja znalazła się w ciężkiej sytuacji ekonomicznej nie dlatego, że sowiecki system gospodarczy okazał się nie do utrzymania, ale dlatego, że Zachód zrobił wszystko, aby Rosja popadła w ruinę. Uzupełnieniem tej narracji stało się kłamstwo o tym, że Zachód postanowił dalej rujnować Rosję, usuwając spod jej wpływu Ukrainę.

Wymyślone i szerzone przez propagandę rosyjską narracje o finansowaniu przez kraje zachodnie ukraińskich protestów na Euromajdanie, neonazistów, a nawet absurdalne historie o tworzonych rzekomo na terytorium Ukrainy laboratoriach biologicznych z tajną bronią do niszczenia Rosjan logicznie wpisują się w kontekst złożony z zastępczych pojęć i zniekształconych związków przyczynowo-skutkowych.

EUROMAJDAN, inaczej REWOLUCJA GODNOŚCI
Protesty, które miały miejsce w ukraińskich miastach w latach 2013-2014, przeciwko korupcji, arbitralności policji, a także w obronie europejskiego wektora ukraińskiej polityki zagranicznej.

Niektórzy mogą sympatyzować z Rosjanami, którzy od 22 lat poddawani są praniu mózgu. Z drugiej strony, jak twierdzi Peter Dickenson, badacz z Atlantic Council, żyjemy w XXI wieku, gdy prawie każdy ma dostęp do Internetu, a więc do alternatywnych źródeł informacji, co pozwala przeciwdziałać propagandzie. Do tego dziś każdy w Europie i Rosji wie, jak tworzono i skutecznie promowano propagandę nazistowską oraz do czego może prowadzić idea „przewagi” jednego narodu nad innymi. Jednak Rosjanie pozwolili sobą manipulować, przymykając oko na krwawe konflikty, które Kreml podsycał przy ich wsparciu i w ich imieniu.

Kara indywidualna, ale odpowiedzialność zbiorowa

Już teraz wielu Rosjan oskarża cały świat o rzekomo nieuzasadnioną agresję wobec nich, rusofobię i „anulowanie” ich kultury oraz narzeka, że „dla nich też jest to trudne”. Niechęć Rosjan do uświadomienia sobie swojego udziału w tragedii mającej miejsce w Ukrainie („nie chcieliśmy tego”) oraz próby przekonywania świata o tym, że zwykli Rosjanie są „za pokojem”, sprzyjają szerzeniu się w państwach europejskich narracji o „dobrych Rosjanach”, którzy nie ponoszą winy za przestępstwa Putina. W rzeczywistości jest to także część machiny propagandowej Kremla, której celem jest wzbudzenie sympatii wspólnoty europejskiej do zwykłych Rosjan, a w efekcie – złagodzenie presji ekonomicznej na Rosję.

Share this...
Facebook
Twitter
Share this...
Facebook
Twitter

Wymownym przykładem takiej polityki jest historia dziennikarki publicznej stacji Federacji Rosyjskiej Pierwyj kanał, Mariny Owsiannikowej. Na początku marca 2022 roku kobieta pojawiła się z plakatem antywojennym w programie informacyjnym „Vremya”, a następnie nagrała oświadczenie, w którym opowiedziała, jak wstydzi się tego, że szerzyła rosyjską propagandę. Padło wiele pytań o autentyczność akcji: zaczynając od tego, jak dziennikarce udało się dostać z plakatem do studia mediów państwowych, a kończąc na zbyt lekkiej karze za naruszenie prawa Federacji Rosyjskiej. Zdobywszy sympatię całego świata, Owsiannikowa nie tylko dostała pracę w szanowanych niemieckich mediach i została uprawniona do relacjonowania wydarzeń w Ukrainie, lecz także stworzyła podstawę do szerzenia mitu o „dobrych Rosjanach”. Propagandystka wzywa teraz do zniesienia sankcji nałożonych na Rosję.

To, że Rosjanie masowo starają się zapełnić przestrzeń informacyjną swoimi niedogodnościami z powodu sankcji (zamknął się sklep meblowy, zniknęła ulubiona marka odzieżowa lub nie ma możliwości wykupienia dostępu do platformy muzycznej), świadczy o braku empatii wobec dotkniętych wojną Ukraińców i przykładaniu większej wagi do swoich problemów niż do problemów ludzi, którzy stracili bliskich, dom, zdrowie lub byli poddani torturom. Sankcje gospodarcze to jeden z niewielu powodów, dla których Rosjanie w ogóle zauważają wojnę i się nią martwią. Nie mają bynajmniej odwagi tak samo aktywnie wypowiadać się na inne „polityczne” tematy.

Nazywając rosyjską inwazję na Ukrainę „wojną Putina”, przywódcy polityczni, dziennikarze, działacze kulturalni i zwykli obywatele innych krajów nie dostrzegają społecznych konsekwencji ponad dwudziestoletniej propagandy i represji. Nawet jeśli autokrata zostanie odsunięty od władzy, nienawiść, agresja i imperialne ambicje pozostaną w rosyjskim społeczeństwie. W kontekście już trwającego w kraju kryzysu gospodarczego oraz próżni politycznej może to prowadzić do poszukiwania nowych wrogów zewnętrznych i do nowych krwawych konfliktów. Aby im zapobiec, należy dotrzeć do obywateli Federacji Rosyjskiej z przekazem, że to ich czyny lub bezczynność każdego z nich doprowadziły do zaistniałej sytuacji. Wszyscy Rosjanie muszą zostać pociągnięci do odpowiedzialności za działania w Ukrainie, aby zrozumieć koszty bierności i nauczyć się pokojowego współistnienia z innymi niepodległymi państwami.

Zdjęcie: Jewhenij Feldman

Kwestie zbiorowej odpowiedzialności społeczeństwa za zbrodnie popełnione przez jego część stały się przedmiotem intensywnych badań po II wojnie światowej. W tamtym czasie pomysł, że śmierć Hitlera lub rozwiązanie partii narodowosocjalistycznej wystarczy, był absurdalny. Świadczy o tym w szczególności wypowiedź ówczesnego prezydenta USA, Franklina Roosevelta: „naród niemiecki musi zrozumieć, że cały naród uczestniczył w bezprawiu, w spisku przeciwko współczesnej cywilizacji”. Tego samego zdania był Carl Jung. Psycholog twierdził, że świadomie lub nieświadomie wszyscy Niemcy byli uczestnikami okropnej wojny. Także filozof Karl Jaspers poświęcił wiele uwagi problemowi winy zbiorowej. W książce pod tytułem „Problem winy”, w której zebrano jego wykłady, uczony podkreślał, że wszyscy Niemcy powinni być w różnym stopniu pociągnięci do odpowiedzialności za zbrodnie nazistowskiego reżimu, ponieważ nie przeszkadzali w ustanowieniu dyktatury.

Zbiorowa odpowiedzialność Rosjan za wojnę w Ukrainie nie oznacza, że wszyscy są jednakowo winni. Kara powinna być proporcjonalna. Żołnierze, którzy popełnili zbrodnie wojenne w Ukrainie, oficerowie wydający zbrodnicze rozkazy, urzędnicy państwowi i rosyjscy propagandyści są bezpośrednio zaangażowani w tragedię, a więc muszą zostać pociągnięci do odpowiedzialności karnej. Wszyscy inni – ci, którzy popierali działania armii rosyjskiej i wyrażali nienawiść do Ukraińców, a także ci, którzy milczeli – również muszą poczuć konsekwencje swoich czynów lub ich braku, przynajmniej poprzez sankcje gospodarcze i międzynarodowe restrykcje. Taka presja ze strony państw zachodnich pomogła powojennym Niemcom uświadomić sobie swój współudział w zbrodniach reżimu nazistowskiego. Należy więc oczekiwać, że podobna presja może pomoc w wyjaśnieniu Rosjanom ich odpowiedzialności za działania reżimu Putina. Bez tego transformacja rosyjskiego społeczeństwa jest niemożliwa, a bez niej nie możemy liczyć na trwały pokój na świecie.

Nad materiałem pracowali

Autor projektu:

Bohdan Łohwynenko

Autorka:

Nalini Ratnakar

Redaktorka naczelna:

Natalia Ponediłok

Redaktorka:

Kateryna Łehka

Redaktor zdjęć:

Jurij Stefaniak

Menadżerka treści:

Olha Szełenko

Tłumaczka:

Juila Ivanochko